Odsyłanie tekstów na ostatnią chwilę

Czy copywriterzy robią wszystko na ostatnią chwilę?

W kontekście freelancerów i odsyłania na ostatnią chwilę często mówi się o prokrastynacji. Przekładamy na jutro, pojutrze i tak do ostatniego możliwego terminu… Nie zawsze jednak chodzi o prokrastynację.

Czasami terminy wynoszą kilka tygodni i wtedy – wierzcie mi lub nie – copywriterom zdarza się odesłać coś na tydzień przed terminem. W światku internetowym bardzo często (coraz częściej?) terminy są jednak na pojutrze lub na za kilka dni. Siłą rzeczy odsyła się wtedy raczej na ostatnią chwilę.

Co to znaczy?

Przyjmijmy, że coś trzeba odesłać do 12.08.

Odesłanie tego przed 8:00 12.08 graniczy z nadgorliwością. Maile wysyłane o 5:13 przynajmniej na mnie robią dziwne wrażenie…

Odesłanie tego do 12:00 12.08 jest całkowicie normalne.

Odesłanie tego do 16:00 12.08 to takie minimum przyzwoitości. Ludzie często kończą pracę o 17:00 lub 18:00, więc dajemy im szansę, by jeszcze dziś zdążyli przeczytać i wykorzystać tekst.

Odesłanie tego w okolicach 18:00 to już śliskie terytorium. Jeśli zleceniodawca wyszedł już z pracy… to równie dobrze można mu to wysłać jutro rano – ale takie myślenie to pułapka!

Odesłanie tego ok. 21:00 – 22:00 sprawia, że albo zakładamy, ż ktoś dla nas będzie siedział po nocy… albo tak naprawdę mogliśmy mu to wysłać jutro.

Technicznie poprawne, ale już na granicy ostrego świnśtwa, jest przesłanie tekstu do 23:59 12.08.

Jeśli ktoś się nie wyrobił 12.08 do okolic 18:00 i jeszcze nie dostał maila z pogróżkami, to może kombinować, że w takim razie nikt nic nie zauważy, jeśli tekst zostanie przesłany przed otwarciem biura jutro rano.  To mało profesjonalne, szczególnie jeśli nie zostało z nikim wcześniej ustalone. Niby 00:30 wygląda lepiej, niż 7:59, ale technicznie może to już nie mieć żadnego znaczenia. Najlepiej dopytać.

Jeśli ktoś nie zdąży do 7:59 12.08, a jeszcze do tego nawet nie uprzedził, to już robi z siebie i swojego zleceniodawcy idiotę.

Najlepszy sposób, by dowiedzieć się, do której trzeba odesłać tekst? Zapytać!

Czasem pytam, bo nie jestem pewna, czy się wyrobię do 12:00, a okazuje się, że ktoś tego tak naprawdę potrzebuje do końca dnia, więc mam więcej czasu. Innym razem faktycznie wychodzi z biura o 17:00 i musi to mieć wcześniej. Lepiej wiedzieć takie rzeczy.

IMG_7755

Stereotyp zawalania terminów

Stereotyp mówi, że freelancer to wolny duch, który ma duże problemy z punktualnością. W branży pisarskiej mit jest wyjątkowo silny.

Wiele osób do copywritingu przeszło z dziennikarstwa. Tam wiele się wybacza.

Autorzy, którzy przesyłają zawsze po terminie felietony, są uważani za uroczych.

Redaktorzy, którzy miesiącami kończą tekst, czasem zostają uznani za prawdziwych artystów.

Wszystko się rozjeżdża a autorów w wydaniu mogą być dziesiątki, więc twoje spóźnienie często nie ma znaczenia.

W piśmie literackim jak nie ten autor dostarczy na czas opowiadanie, to na jego miejsce wskoczy inny.

Co innego w branży copywriterskiej, gdzie często klient czy agencja czekają tylko na ciebie. Tu terminy mogą mieć prawdziwe konsekwencje i klienci naprawdę oczekują, że będziesz się ich trzymać.

Wbrew pozorom dla agencji są rzeczy ważniejsze, niż talent pisarski. Jedną z nich jest to, czy szybko odpisujesz na maile, jaki jest z tobą kontakt i czy umiesz przyjąć uwagi. Widziałam kilka utalentowanych osób, które poległy na takich pierdołach i nie było dla nich żadnego ratunku, bo nawet nie rozumiały problemu.

Koleżanki, które gdzieś polecałam, najczęściej odpadały przy – zdawałoby się – drobiazgach. Pisały fantastyczne rzeczy. Tylko, że obrażały się na poprawki i odsyłały je po dwóch tygodniach. Albo zawalały terminy i miały głupie wymówki.

Jakie wymówki są do przyjęcia?

Każdemu zdarzają się awaryjne sytuacje. Na poważne choroby nikt nie ma wpływu.

Nie unikniesz na przestrzeni lat pracy sytuacji, gdy wszystko pójdzie nie tak i nie uda się odesłać tekstu na czas.

Pamiętam takie przypadki z czasów spędzonych w Indiach. Pociąg miał gdzieś dojechać o 6:00, miałam czas na dotarcie do uprzednio upatrzonego hotelu z WI-FI, ogarnięcie się i odesłanie do 12:00 tekstu, który był już zresztą praktycznie gotowy.

Pociąg tymczasem spóźniał się i dojeżdżał na miejsce o 12:00… a gdy docierałam z perypetiami do hotelu, to w całej dzielnicy nie było prądu.

RADA: Na co dzień bądź profesjonalistą i nie używaj idiotycznych wymówk ani nie przeciągaj terminów. Bo…

Zawsze tak postępowałam wyłącznie z wyrachowania: wiedziałam, że któregoś dnia po prostu się nie wyrobię. Jeśli wcześniej zleceniodwca latami będzie znał mnie jako terminową osobę, to wiem, że ten jeden raz przeżyje  – wypadki chodzą po ludziach.

Jak się tłumaczyć?

Po pierwsze: z wyprzedzeniem, a nie po fakcie.

Po drugie: krótko.

Nikt nie ma czasu i ochoty słuchać o skomplikowanych problemach. Łatwo wyjść na osobę niepoważną. Z kolei żalenie się na brak internetu w urokliwym górskim schronisku czy monsun w egzotycznym miejscu może zostać odebrane jako lekceważenie i popisywanie się.

(tu dodam, że również w urokliwych górskich schroniskach i w czasie monsunu przez 99 procent czasu udawało mi się tak zaplanować, żeby odesłać wszystko na czas, więc nie jest to dobra wymówka.

Kiedyś zepsuła mi się w czasie wycieczki rowerowej klawiatura od laptopa. Kupiłam doczepianą w Media Markt i jeździłam z klawiaturą na plecach 😀 Gdy dojechałam do hotelu, w którym miał być internet (tylko dlatego go wybrałam, był okropny), to okazało się, że owszem, jest, ale tylko w restauracji, a konkretnie w ciemnym kącie, gdzie rozłożyłam się z moją doczepianą klawiaturą i tak lawirowałam komputerem, żeby znaleźć sygnał. :D:D Ale udało się, więc zleceniodawcy nie muszą o tym wiedzieć.)

RADA: Wymówki zostaw na sytuacje, które naprawdę są poza Twoją kontrolą.

Jeśli możesz, uprzedź, że nie zdążysz i ustal inny termin albo zaoferuj inne rozwiązanie.

Na koniec nieoczywista porada. Terminy można też ustalać tak, żeby… zdążyć. Często zdarza się, że copywriter chce się wykazać i proponuje ledwo realistyczny termin. Wystarczy, że wypadnie mu jedna rzecz, i wszystko się wali. Warto zawsze dawać sobie parę dni zapasu – wtedy nagłe trafienie do szpitala czy katastrofalna awaria mogą przejść niezauważone przez zleceniodawcę.

Z drugiej strony są zleceniodawcy, którym zawsze robota pali się w rękach i wszystko jest na jutro. Jeśli ktoś ma problemy z wyrabianiem się i nie lubi takiego tempa, można też poszukać osób, które oferują bardziej racjonalne terminy. Działanie w pośpiechu i z zegarkiem w dłoni nie jest dla każdego.

2 komentarze Dodaj własny

  1. Ken.G pisze:

    Ech, łamię wszystkie te zasady 🙂 Od paru miesięcy znów jestem wolnym strzelcem, a wciąż nie ogarnęłam terminowości. Teksty dla agencji oddaję w dniu deadline’a (wymóg: do 16), a dla innego zleceniodawcy… najczęściej dzień po terminie. Np. wyznaczyliśmy go na dziś, więc pewnie wyślę go w nocy. Ratuje mnie najwidoczniej dobry warsztat, inaczej straciłby już cierpliwość. Prokrastynacja to moje drugie imię :/

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      hah no trochę rozumiem, czasami zależy od klienta, no a jak jesteś tak dobry, że nie czepiają się spóźnień… to gratulacje 🙂 tak jak pisałam to się czasami zdarza (choć bardziej w światku dziennikarsko/wydawniczym). Pozdrawiam!

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s