Pierwszy rok w domu na wsi

28 lipca w zeszłym roku przyjechałam po raz pierwszy do mojego domu z kluczami.

Był ze mną kolega, który przetransportował moje rzeczy Polonezem.

Cały weekend kładł rury, a ja sprzątałam szczurze bobki i różne okropne lepiące się graty.

W niedzielę przed wyjazdem miał mi pokazać, jak palić w piecu, ale już nie zdążył. Byłam przerażona!

Z jakiegoś powodu byłam pewna, że pierwszego dnia po wprowadzce wszystko zrobię w domu, drugiego dnia posprzątam, trzeciego powieszę obrazki i zaproszę koleżanki…

Wydawało mi się oczywiste, że maksymalnie na czwarty dzień po przyjeździe będę już leżeć na trawie i czytać a potem będzie już z górki.

W rzeczywistości po raz pierwszy leżałam na trawie może późną jesienią i to nie za długo, a tak na serio to jakoś niedawno.

Dopiero ostatnio nabieram poczucia, że dom lub zmartwienia nie zwalą mi się na głowę i mnie nie przygniotą.

Dużo się przez ten rok nauczyłam.

Umiem palić w piecu! Podejmować gości! Mam pole, na którym rosną mi cukinie i arbuzy!

Przetrwałam zimę.

Choć szczerze mówiąc nie było to specjalnie proste ani przyjemne. Nie narzekałam chyba tylko dlatego, że nastawiałam się na najgorsze, więc byłam pozytywnie zaskoczona. Poza tym nie wiedziałam, czego się spodziewać, więc nie byłam pewna, kiedy zacząć narzekać. Dopiero teraz z letniej perspektywy, gdy już miałam czas pomyśleć, to widzę, że może było to dość oryginalne spędzenie zimy.

No ale przynajmniej po tej zimie wiem, że się da.

IMG_7755

Ostatnio mam taką refleksję, że skoro jeszcze nie mam ocieplonego domu i nic nie zapowiada, żebym miała go ocieplić do tej zimy, i skoro zimą będzie znowu tak samo zimno, a nikt nie daje medali za marznięcie samemu zimą na Podlasiu… to może tym razem gdzieś się na zimę wybiorę? Jakoś tak myślę ostatnio o tym, że drewno na zimę kosztuje tyle, co bilet do Indii… no, ale zobaczymy.

Tak samo, jak z miasta wieś się wydaje marzeniem, tak też zmienia się optyka, gdy mieszka się na wsi.

Jak teraz jestem w Warszawie, to mam wrażenie, że wszyscy całe dnie chodzą po ciekawych sklepach i restauracjach a także codziennie balują w licznym gronie przyjaciół na Bulwarach Wiślanych. Tak naprawdę to oczywiście bzdura, ale tak to wygląda z zewnątrz. Bierzcie to pod uwagę, gdy patrzycie z zewnątrz na mieszkanie na wsi.

Mieszkanie na wsi to nowe możliwości, ale też rezygnacja z niektórych rzeczy, o czym tak pięknie pisała ostatnio Pani Swojego Czasu.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że wbrew temu, co się wydaje, kupno domu na wsi nie obliguje na zawsze. Życie jest długie i kto wie, co jeszcze będę robiła?

W ciągu ostatniego roku dość często słyszałam od znajomych:

Sonia zrobiła to, co ja zawsze chciałam zrobić

albo

Zrobię to samo, tylko jeszcze nie wiem, jak.

No to proszę:

e-book dostępny

Zwieńczeniem tego roku jest e-book z wszystkim tym, czego dowiedziałam się podczas kupowania domu i po. Zbiór porad, dzięki którym da się to zorganizować zarówno od strony technicznej, jak i – powiedzmy – psychicznej.

Możesz go znaleźć tu.

Pozdrawiam!

Sonia

Reklamy

7 komentarzy Dodaj własny

  1. Kękę pisze:

    a gdzie ten e book mozna kupic?

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      tu jest dział książka i tam wszystko jest.

      Polubienie

  2. cieniewiatru pisze:

    Każdy medal ma dwie strony…
    Ale podziwiam Cię, że sama ogarnęłaś zimę
    Pozdrawiam 🙂

    Polubienie

  3. Agata K pisze:

    Dawno temu kupiliśmy dom na Mazurach, z myślą o wypadach tam na wakacje . W domu były piece , ale nieczynne więc je wyburzylismy, zrobiliśmy łazienkę, bo nie było. W końcu tak się życie potoczyło, że dom letniskowy stał się całorocznym . Zamieszkali w nim moi rodzice . Przez pierwsze lata przyjeżdżali do mnie na Zimę. A wracali po Wielkanocy na mazury. Później kupiliśmy taki piec do kuchni ( ale to nie była koza ), bo tam było wejście do komina. Powiem, że kilka Zim rodzice przetrzymali na tym piecu w kuchni. , w kuchni było gorąco, ciepło szło z kuchni do dużego pokoju i na przedpokój. Łazienkę podgrzewali kaloryferem olejnym jak się chcieli umyć , pół godz przed kąpielą zalaczali olejniak i było w łazience cieplutko. Nie było tak tragicznie no chyba, że temperatura spadała na dworze poniżej 20°C. To już pokawial się problem bo woda w rurach potrafiła zamarznąć.
    Jak się chce to się da.
    Dziś mamy w tym domu wszędzie kaloryfery na początku z piecem, z płaszczem wodnym na drzewo , a w tym roku przerobilismy ogrzewanie na gaz. Ponieważ rodzice robią się wiekowi i tata mój już nie miał powoli siły, aby rabac i przewozić drewno z drewutni do domu. W między czasie też dom ocieplilismy. Dom drewniany. Przy ogrzewaniu na gaz , mamy działające ogrzewanie tak jak centralne w mieszkaniu w bloku w Warszawie. Przy ogrzewaniu piecem z płaszczem wodnym nie było zimno , ale ogrzewanie działa inaczej czyli te kaloryfery nie były cały czas gorące. Dopiero woda gorąca, szła na kaloryfery kiedy na piecu była odpowiednia temperatura. No więc takie są uroki ogrzewania domu na wsi. Pozdrawiam

    Polubienie

  4. Agata K pisze:

    Mam nadzieję, że w ciągu paru lat ocieplisz dom i ogarniesz ogrzewanie tak jak i my

    Polubienie

  5. fraglesi pisze:

    Polecam naszego darmowego e-booka (aby to nie spam?) o naszym szukaniu domu na wsi, remontowaniu i zamieszkaniu :
    http://dompodbocianem.pl/files/Dom_pod_bocianem_1.pdf

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s