Rok w ogrodzie, Dan Pearson

dnia

Na fali mojego planowania ogrodu i przeprowadzki na wieś stworzyło się tu miejsce do dzielenia się ciekawymi książkami na tematy związane z życiem na wsi.

Było już o samej wyprowadzce, o życiu w zgodzie z naturą i o sadzeniu ziół. Niedługo wydam nawet własnego e-booka na pokrewne tematy wyprowadzki na wieś i kupowania domu. Pójdźmy więc za tym ciosem, korzystając z tego, że czytam właśnie książkę „Rok w ogrodzie”.

Ewidentnie należy do tej modnej obecnie fali książek z pięknymi okładkami w stylu slow life. Składają się na nią felietony pewnego znanego brytyjskiego ogrodnika, publikowane na przestrzeni dziesięciu lat w piśmie Observer.

IMG_7647

Podzielono je na dwanaście miesięcy, więc pozwalają przeżyć – zgodnie z tytułem – „Rok w ogrodzie”. Dla mnie trafiła ona w idealny czas, zważywszy na to, że jestem w połowie swojego pierwszego roku w ogrodzie – połowę rzeczy już trochę wiem, druga połowa dopiero przede mną.

e-book dostępny.png

Z książki doświadczonego ogrodnika można się wiele dowiedzieć, a Dan Pearson ma przy tym szerokie horyzonty, więc czyta się przyjemnie.

A może raczej powinnam napisać że czytałoby się, gdyby nie tłumaczenie… Z czasem da się wdrożyć, ale przy każdym podniesieniu książki po kilku dniach przerwy przez pierwsze minuty aż się krzywiłam, bo wszystko mi skrzypiało i nie pasowało.

Jako mało w sumie doświadczony tłumacz książkowy nie wypada mi się nad tym za długo pastwić. Wiem doskonale, że nie zawsze tłumacz ma tak dużo do powiedzenia, jak by się wydawało – czasem torturuje go redaktor, innym razem każą mu skończyć w trzy tygodnie, więc efekt może być tylko jeden niezależnie od kunsztu. Tak czy inaczej, jeśli ktoś z was ma możliwość przeczytać to po angielsku, to na pewno nic nie straci.

Jest to też jedna z tych książek, które czyta się błyskawicznie, więc można sobie łatwo poprawić statystyki czytelnicze. Po pierwszych dwóch dniach byłam w połowie, a wcale nie czytałam całymi dniami. Łączy więc dobrze zalety szybkiego czytadła z pożytkiem na dłużej, bo faktycznie można sobie zostawić ją na półce, a kiedyś usiąść jesienią czy zimą i przypomnieć, co o tej porze roku pisał bardziej doświadczony kolega.

Gdybym mogła mieć jakieś życzenie do teoretycznych przyszłych wydań, to powiedziałabym: więcej obrazków!

Autor czasem co kilka słów wtrąca nazwę łacińską i zwykłą nazwę jakiegoś kwiatu czy rośliny. W większości przypadków nie mam pojęcia, o czym mówi, więc fajnie byłoby, jakby po każdym takim mini-felietonie można było zobaczyć obrazek, żeby wiedzieć, o czym się czyta.

W sumie mogłyby też być jakieś zdjęcia czy szkice ogrodów, które opisuje. Znów – nie wiem, czy to kwestia tłumaczenia, czy np. nagromadzenia łacińskich nazw, ale czasami nie mogłam sobie nawet wyobrazić opisywanego krajobrazu. Gdyby było więcej prawdziwych szkiców czy notatek, dla kogoś takiego jak ja, kto zakłada właśnie pierwszy ogród, byłoby to jeszcze ciekawsze.

Wyobrażam sobie kogoś, kto sobie kupuje dom z ogrodem i dostaje tą książkę – na pewno byłby zachwycony, a może i by mu to pomogło. Ja wyciągnęłam dla siebie kilka rad praktycznych.

PS. A jeśli chcesz pierwszy przeczytać rozdział mojej książki o tym, jak kupić dom na wsi i nie zwariować, to daj znać.

cropped-e-book-od-7-lipca_przed.png

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s