Do planowania pracy nie potrzeba niczego

Internet jest pełen notesów do planowania, specjalnych zakreślaczy i podkreślaczy, a także aplikacji, które mają zwiększyć efektywność. Wiem, że kręcę tu bat na własne plecy, bo jak to napiszę, to niezręcznie będzie mi wypuścić „notesy freelancera” czy coś takiego, ale trudno:

do planowania nie potrzeba niczego.

Nie, jedna poprawka: do planowania potrzeba kartki i ołówka lub długopisu. Może to być wielka płachta albo kartka z notesu. Może to być zeszyt w kratkę lub kartka z bloku. Nieważne. Kartka to podstawa.

cropped-e-book-od-7-lipca_przed.png

Powiem wam, jak ja planuję, a jest to banalnie proste: dzielę ją na dni tygodnia i wpisuję zadania na każdy dzień, a jak zadań jest dużo, to przepisuję wybrany dzień na osobną kartkę i stamtąd wszystko sobie wygodnie po kolei wykreślam.

Gdzieś w notesie czy na odrywanych płachtach na ścianie albo na tablicy korkowej można też wpisać rzeczy na kolejne tygodnie i miesiące, żeby się nie pogubić w większych projektach. Ale ja nie lubię planować w notesie, bo nie widzę dnia kolejnego, co mnie deprymuje.

Jeśli coś nie jest pilne, tylko tak ogólnie fajnie byłoby to „kiedyś” zrobić, to można rozbić to na punkty na osobnej kartce i powiesić ją sobie obok biurka. Zawsze, jak się nie będzie miało nic lepszego do roboty, to coś z listy można odhaczyć. Systemy są różne, ale to jest taki podstawowy do własnego rozbudowywania i modyfikacji.

 

Planowanie placy freelancera bullet journal mood board
Hah pisałam już kiedyś o stawianiu laptopa i kawy w białej pościeli. Dangerousss.

 

Co natomiast nie jest potrzebne?

  • Specjalne aplikacje. Jeśli komuś pomagają, to super. Jeśli tak średnio, to lepiej zacząć planować na kartce. Na początku byłam do nich bardzo entuzjastycznie nastawiona. Bo masz aplikację w telefonie, w której możesz odhaczać swoje cele i czyni cię to bardziej produktywnym? Super!

No cóż, wszystkie, które wypróbowałam – na telefon, na komputer i do Gmaila – to tak naprawdę jedna i ta sama aplikacja. Musisz zapisywać tam swoje cele i je odhaczać. Czyli… po prostu trzeba przepisać to, co się ma na kartce 😀 Jakoś mnie to nie kręci.

Dla osób a krótkiej pamięci to może być zabójcze, bo kartkę można mieć stale przed oczami (na biurku), a aplikacji nie. I jest jeszcze jeden aspekt. Jeśli aplikacja ma jakiś system przypomnień i motywatorów, które za mnie wiedzą lepiej, co mam w danym momencie robić, dzięki czemu moje życie zamienia się w szkołę, to ja dziękuję. Jeśli nie ma, to… to jest jak kartka, tylko nieistniejące realnie 😀

  • Bullet journale, specjalne notesy. Pewnego typu człowieka specjalny notes zmotywuje. I dobrze, byle nie na tydzień, tylko bardziej na rok. Ogólnie to tu się zgodzę, że fajnie mieć dobry notes, nie taki w którym na nic nie ma miejsca i odechciewa się go otwierać, jak się tylko na niego patrzy ( a miałam kiedyś czarny notes obity skajem, więc coś o tym wiem!). Ale nie musi to być koniecznie „planer freelancera” czy „spełniacz twoich marzeń”, ani nic takiego.

Ech i dodam tu, że jak już napisałam ten post, to dosłownie dzień później zajrzałam na ten blog i… wpadłam jak śliwka w kompot 😀 Trzymajcie mnie za nogi, to może nie kupię notesu i zakreślaczy. No ale powiedzcie – jest piękny. I te zakreślacze!

Dopiero na ich widok zrozumiałam, że zawsze nienawidziłam zakreślaczy, bo ten obowiązkowy zestaw trzech neonowych kolorów kojarzy się z notatkami ze szkoły. Brrr! No ale pastelowe zakreślacze? Nie mówię, żeby ciągle zakreślać, no ale… czasami…?

  • Mapy marzeń, tablice inspiracji, mood boardy. Hmm. Nie można powiedzieć, że Pani Swojego Czasu nie realizuje swoich celów, a nawet ona wypowiedziała się kiedyś bardzo zdecydowanie przeciwko takim gadżetom.

Z tego co pamiętam, to zwróciła gdzieś kiedyś uwagę na taki aspekt, że dorosłe kobiety, zamiast się czymś zająć, to siedzą i wyklejają słonka i kwiatki i piszą życzenia na brokatowo… I że niby to jest część biznesu.

Myślę, że tak raz na pół roku dobrze jest usiąść ( z kartką :D) i sobie przez pół godziny poplanować, pomarzyć, spisać najskrytsze fantazje (nawet na brokatowo!). A potem zabrać się do pracy. Jeśli proporcje są odwrotne, i ktoś pół roku planuje z mood boardem, a 30 minut pracuje, to już gorzej.

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. amicidebici pisze:

    Kompletnie nie umiem w notesy ani w takie planowanie przyszłościowe 😛
    Tylko biurkowy kalendarz i zapisywanie na bieżąco zdarzeń i ewentualnych przygotowań do nadchodzących zdarzeń 😛

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s