Freelance: o tej słynnej pracy w kawiarniach

dnia

Freelancer siedzący z laptopem w kawiarni to taki symbol.

tumblr_mosysg3zkv1sntvimo1_500.gif

Wszyscy nam zazdroszczą. Czy jest czego?

W rzeczywistości większość z nas przez znakomitą większość czasu nie wysiaduje po kawiarniach. Kto ma biuro, woli siedzieć w biurze, kto nie ma, woli siedzieć w domu. Ale przyznajmy, że tak, zdarza nam się też siedzieć w kawiarniach i pracować. Są dwa rodzaje takiej pracy:

do_postow_after.png

  1. Czasem popełniam ten błąd: dzień na mieście planuję z dokładnością do piętnastu minut i nawet jak mam godzinę wolną, to w nią wpisuję absurdalną ilość obowiązków pisarskich. Idę wtedy do kawiarni, jestem trochę zmęczona, trochę rozkojarzona, jest głośno, kawa kosztuje 18 złotych, wi-fi jest takie sobie i boję się wejść na Facebooka, bo mi ukradną hasło. Pisanie idzie jak po grudzie, prawie nic nie zrobiłam i żal mi osiemnastu złotych. Na koniec kończy się internet lub wyładowuje laptop i nie mogę nawet odpisać na maila. Wszystko jest ohydne i drogie, ale jakiś hohlik każe mi zamówić przesłodzone ciastko lub upiorne kiełbaski. Metalowy stolik się gibie, na krześle jest niewygodnie, po kiełbaskach pozostaje dziwny posmak.
  2. Jest jednak i drugi rodzaj pisania po kawiarniach. Nie zdarza się to za każdym razem, ale czasami się zdarza. W tym wariancie przychodzisz do kawiarni dość wcześnie, więc jest cicho i prawie pusto. Masz ustaloną listę lukratywnych zleceń do skończenia tego dnia. Zamawiasz (tanią!) kawę i odhaczasz wszystko jedno po drugim. Wi-fi hula. Kawa, święty spokój i to, że jesteś nie we własnym wyrze, tylko jednak wśród ludzi, pobudzają do dyscypliny i wszystko masz skończone w 3 godziny, choć zwykle by się siedziało cały dzień. Jesteś niby w świecie rzeczywistym, ale też trochę nierzeczywistym, bo inni się spieszą za oknem, a ty oszukałeś system i masz tak jakby swoje prywatne biuro i to w cenie pysznej kawy.

Jedynym problemem jest znalezienie takiego cudu natury. Ostatnio mi się to przez przypadek udało. Weszłam do przeciętnie wyglądającej kawiarni. Była tania, pusta, miała antresolę, a na antresoli była wygodna kanapa i stół. Siedziałam tam sama, patrząc z góry na ludzi i ulicę i myślałam o tym, jaką mam cudowną pracę. Miesiąc później poleciałam tam znów jak na skrzydłach, ale kawiarnię już zlikwidowano.

do_postow_before

Szukasz więcej porad i inspiracji na temat tego, jak zacząć i z gracją prowadzić karierę freelancera? Koniecznie daj znać.

7 komentarzy Dodaj własny

  1. Caffe pisze:

    Ja myślę, że w kawiarni jest jakaś magia, zwłaszcza w tych, w których są regały, książki, fotele (każdy z innej parafii), niemniej jednak praca w takich warunkach musi być ciężka. Jak chcę napisać zwykłą notkę na blogu (za którą przecież nie dostaję pieniędzy), to potrzebna mi cisza, lub przynajmniej w miarę możliwości spokój. Jeśli miałabym puścić tekst, który ktoś miałby przeczytać mój zlecceniodawca, wolałabym mieć lepsze warunki.
    A podobno personel kawiarni nie za bardzo lubi freelanserów, czy Ty tego doświadczyłaś?

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hej,
      dzięki za wiadomość:) Moim zdaniem personel nie lubi gości, którzy zamawiają jedną kawę i siedzą 4,5 godziny, dlatego też trzeba ich dobrze wyczuć 🙂 Kawiarnia jest świetna jak się nie ma lepszych warunków w domu, w podróży itp.

      Polubione przez 1 osoba

      1. Caffe pisze:

        Właśnie, o tym nawet ostatnio czytałam artykuł, o tych kawiarnianych gościach z 1 kawą przez 4 godziny:-) Ale myślę, że jednak większość ludzi rozumie, że kawiarnia musi zarabiać.

        Polubienie

      2. cieniewiatru pisze:

        generalnie pracownicy kawiarni/knajpek najbardziej lubią gości, którzy konsumują i wychodzą. Zdarza się, że na tych zatopionych w spotkaniu towarzyskim też krzywo patrzą.
        Ale faktycznie widok osoby pracującej przy komputerze w kawiarni wywołuje skojarzenie typu: wow, fajnie tak. Jednak po przeczytaniu postu już inaczej będę na to patrzeć.

        Polubienie

  2. Ultra pisze:

    Nie umiałabym pracować w szumie, gwarze i śmiechu. Natomiast kawa za 18 powinna nazywać się zwyczajnie zdzierstwo lub szukanie jelenia.
    Pozdrawiam

    Polubienie

  3. hym4444 pisze:

    Niestche chyba mowil ze mu najlepiej sie pisze i mysli na dworcu pociagowym. Nie wiem jak w tamtych czasach stala sprawa z kawiarniami, lotnisk to napewno nie bylo, a i laptopow;)

    Zgadzam sie zas co do tego ze jak juz zacznie sie ukladac to wsztsko naraz – i tania kawa, i mile miejsce. Niesty tego zaplanowac czesto sie nie da czego dowodem koleje zdania.

    ps I pytanie. Musisz miec natchninie by pisac czy czasami na sile?:)

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hej, jasne że na siłę 🙂 Właśnie piszę na siłę, bo jakbym czekała na natchnienie, to bym się mogła czasem nie doczekać…
      Tak, to prawda co do kawiarni, że to trudno zaplanować – czasem się chodzi od miejsca do miejsca i wszystko jest nie tak a czas ucieka, czasem przypadkowo w środku dnia można machnąć artykuł bo tak jest fajnie ;p

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s