Jak się przygotowuję na mój pierwszy ogród?

Wielkimi krokami zbliża się mój debiut na polu i w ogrodzie.

Myślicie, że początek lutego to za wcześnie? Phi. Ja przebieram nogami już od listopada.

Już w grudniu zaczęłam projektować i marzyć, a tak naprawdę to rozmowy o tym trwały od jakiegoś maja. Od początku wiedziałam, że muszę się wesprzeć wiedzą innych, bo tak naprawdę wcale za wiele nie wiem o ogrodnictwie. Wcześniej w Szwecji sadziłam cośtam na balkonie i robiłam jakieś eksperymenty, ale trudno to porównać do pracy na kilku tysiącach metrów pola 🙂

Skąd na razie czerpię wiedzę ogrodniczą?

Zaczęłam więc rozglądać się za jakimś fachowym, ale nie nudnym, a najlepiej też pięknie wydanym podręcznikiem ogrodniczym. Ja mam na razie „Ziołowy ogród” Sandry Kynes.

IMG_7485.JPG

Tak w ogóle, to to jest coś idealnego dla początkującego wieśniaka, który planuje do maksimum wykorzystać dary łąk i lasów, bo można tu znaleźc np. tabele z miarami potrzebnymi do zrobienia olejków eterycznych czy przepis na ocet ziołowy. Ogólnie zamieszczono różne pożyteczne tabelki sadzenia czy zbiorów, które się na pewno przydadzą.

Jest też prosty wykaz ziół na najpopularnejsze choroby, choć powiedzmy sobie szczerze, że nie przygotowany ze szczególnym namaszczeniem. Np. na chorobę lokomocyjną nie ma imbiru, choć to tradycyjna metoda, a na infekcję pochwy wymieniono czosnek, choć pisząc jakieś artykuły już dawno czytałam, że z tym czosnkiem to jakiś zabobon. Takich nieporozumień jest jeszcze kilka. Na kurzajki jest wymieniona bazylia i czosnek, a w Polsce nawet dzieci wiedzą, że jaskółcze ziele. No, ogólnie zasób ziół jest dość ograniczony.

To moja najważniejsza rada dla kogoś, kto chce kupić książkę o ziołach: niech będzie koniecznie polska! Może być od biedy czeska czy niemiecka, bo to blisko, ale im dalej, tym bardziej książka będzie bezużyteczna. Np. czytanie o zaletach aloesu i trawy cytrynowej w kontekście ziołolecznictwa i uprawiania ogrodu w Polsce to nieporozumienie. Olejek eteryczny z liści laurowych… no można robić, ale to nie ma związku z ogrodnictwem w polskich warunkach. Jest też mapa mrozoodporności w USA, a mi by się przydała taka mapa Polski. Nie wiadomo, jak podchodzić do różnych rad typu „zasadź w maju”. W polskim maju czy amerykańskim?

Moja druga rada odnośnie kupowania książek ogrodniczych jest taka, żeby w książce było chociaż trochę dobrych ilustracji. Wiadomo, jak wygląda pokrzywa, ale niektóre rośliny nie są takie oczywiste, a z kiepskich obrazków czasem niewiele wynika. A przecież chodzi o zdrowie i życie, więc to są ważne rzeczy. Można oczywiście sprawdzić w internecie, ale nie po to się kupuje taką ładną książke, żeby siedzieć na łące ze smartfonem. Tu ilustracji jest mało, ale są przepiękne. A przede wszystkim – wiadomo o co chodzi. Także Ziołowy ogród Sandry Keynes jest dobry przynajmniej pod tym względem. Aż by się chciało coś wyrwać i powiesić, ale nie jestem przecież zwierzęciem. Może sobie skseruję.

img_7488

Inna przydatna literatura ogrodnicza

Muszę wam też napisać jeszcze o czymś innym. No więc wydawało mi się, że tylko hipsterskie drogie książki ogrodnicze się do czegokolwiek nadają. Okazało się jednak, że w rzeczywistości nie tylko. Naprawdę pożyteczną wiedzę można znaleźć w czasem bardzo zaskakujących źródłach. Wymienię tu dwa:

  1. Kalendarz ogrodnika/ ekologiczny kalendarz księżycowy

IMG_7484.JPG

Na pewno widzieliście go sto razy. Ja też. Dopiero planując prace w ogrodzie zrozumiałam, że to jest to. Taki kalendarz nic nie kosztuje, a jest w nim wszystko, czego potrzeba i od razu wymienione kiedy i jak. Od zbierania kurek po bielenie drzew. Poezja.

2. Stare ulotki z PRL i inne dziwne źródła

IMG_7487.JPG

W Polsce ogrodnictwo i uprawa czy pozyskiwanie ziół stoją na dość wysokim poziomie. U babci znalazłam np. tą starą broszurę Herbapolu, która nie dość że jest piękna i nie zajmuje w ogóle miejsca, to jeszcze zawiera same pożyteczne informacje typu kiedy co zbierać i co z tym później robić.  Myślę, że każdy szanujący się hipster by się dał pokroić za tą ulotkę. Chciałam napisać, że powinni rozdawac to w Planie B, ale teraz to w ogóle niedaleko jest pijalnia ziół Dary Natury. Tam to szczególnie powinni ją rozdawać!

Czego jeszcze będę potrzebować w ogrodzie na wiosnę?

No właśnie, czego? Nie, pytam serio. Myślałam, że może wy wiecie. Całą zimę byłam tym tak podekscytowana, że już w listopadzie przeglądałam nasiona w sklepach. Ogrodnictwo było moim marzeniem nieuświadomionym, to znaczy nigdy o nim za dużo nie myślałam (to znaczy na tyle, że no fajnie byłoby mieć skrzynkę z różami jak w Królowej Śniegu, ale nie na tyle, żeby mi się chciało je… sadzić. Po prawdzie, to też nie miałam gdzie).

g243_u118197_snowqueen_rackham2.jpg

Jak się wyprowadziłam do Szwecji, to zaczęłam coś tam sadzić na balkonie, ale raczej z nudów. Później nawet udało mi się wyhodować na balkonie dwa pomidory (a wiecie, jak cenne są w Szwecji pomidory), a także gigantyczny imbir i avocado. Serio, moje avocado w momencie wyjazdu miało ponad metr wysokości. Już nawet mi się nie chciało robić zdjęcia, bo tyle się wtedy działo. Zostawiłam je mojej niedoszłej teściowej, która się zna na ogrodnictwie lepiej niż ja, więc nic mu nie będzie.

A więc wracając do tematu, to ogrodnictwo nie było jakąś moją szczególną pasją, ale z czasem zaczęłam się do niego zbliżać. Jak już kupiłam dom, to po uporaniu się ze wszystkim innym zdałam sobie sprawę, że… będę miała ogród! I własne warzywa!! I krzewy! I drzewa! Jak bym mogła, to zamiast pisać artykuły, siedziałabym tylko na stronie z nasionami i sadzonkami od rana do nocy. Dodam tu, że moja babcia skończyła SGGW, więc możliwe, że to geny się we mnie odzywają. W ogóle to jakimś zrządzeniem losu okazało się, że dookoła mam sporo osób, które co nieco wiedzą. Znajomi byli na kursie permakultury i dostałam od nich całe gigabajtów materiałów, a babcia chętnie mi pomaga planować ogród.

Jesienią zdażyłam posadzić trochę cebulek kwiatów i krzew czerwonej porzeczki, który w Biedronce kosztował uwaga 2,99 zł 😀 Teraz szykuję się do wielkiego skoku. Pierwsze wiosenne cebulki będą w sklepach ogrodniczych na początku marca… Prawie że dosłownie skreślam dni w kalendarzu.

Od strony narzędzi jest trochę gorzej… To znaczy mi wydawało się, że jestem przygotowana świetnie. Np. w domu po wprowadzce już były gratis takie narzędzia, jak widły, łopata i dwie pary drewnianych grabi. Znajomi jednak zwrócili mi delikatnie uwagę, że te grabie to zabytek na miarę muzeum „wieś polska przed wiekami”… Ale ja i tak nimi grabię! Jedne widły się złamały na pół, gdy próbowałam nimi przerzucić kompost.

 

IMG_7489.JPG
Moje grabie w oczekiwaniu na nowy sezon. Cały dzień stoją przy oknie i wypatrują wiosny.

 

Ha ha przypomniało mi się też, że w czerwcu przed przeprowadzką kupowałam w Tesco wszystko, co wydawało mi się stosowne, w tym ten fachowy zestaw:

1da43fe84da2a4f26d0a5e661e66.jpg

Babcia się ze mnie śmiała, bo jednak do ogrodu o kilku tysiącach metrów powierzchni… przydałoby się coś więcej. Dodam od siebie, że te widełki, bo słowo widły mi nie przejdzie przez usta, gną się jak trzcina w kontakcie z ziemią. No ale wiecie, 3,99 zł piechotą nie chodzi 😀 Ale serio, to myślę, że bardziej by mi się przydało coś takiego.

Ogólnie moja rada będąca efektem głębokiego, aż kilkumiesięcznego doświadczenia jest taka, żeby jednak jak się ma dom i nie chce się kupować grabi co trzy tygodnie, to kupić te nieco droższe niż 3,99 zł.

Już do lata niektórzy mi suszą głowę o szpadel, bo jednak okazuje się, że łopata, szufla i szpadel to nie to samo. Serio mam szuflę po poprzednim właścicielu i jest niemal niewykonalne wykopać nią jakąkolwiek dziurę.

W głębi duszy uważam, że by mi się przydała taczka, ale na razie ani nie mam jej gdzie trzymać, ani nie mam jej jak przywieźć. Na szczęście mój sąsiad ma taczkę.

Jest jeszcze jeden temat… oranie i przekopywanie. Na razie nie wiem zbyt dużo, żeby nie powiedzieć, że nic. Jeśli ktoś wie, czym to się robi, na czym to konkretnie polega i czy moja skromna kolekcja narzędzi się tu na coś zda, to będę mu bardzo wdzięczna za informację. Czy powinnam sobie kupić motykę? I co nią później robić? Czy wystarczy takie coś na trzonku, czy powinnam kupić takie coś z ostrymi jak brzytwa gwiazdami? Widziałam w gazecie reklamę odchwaszczacza Fiskars, który wygląda jak kijek z rączką. Czy jest to przydatne? Czy jest mi to potrzebne? Hallo?

Reklamy

3 komentarze Dodaj własny

  1. pkropka pisze:

    Niestety o ogrodach nie wiem nic, więc nie pomogę. Ale marzę o własnym…
    Mam nadzieję, że jak tylko coś tam wyrośnie to się podzielisz zdjęciami i wrażeniami 😉

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hah ja też mam nadzieję, że coś wyrośnie i będzie się czym dzielić 🙂
      Pozdrawiam

      Polubione przez 1 osoba

Odpowiedz na udajesie Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s