Złote rady dermatologa

Kiedyś miałam okropną cerę i wszystko minęło, jak zaczęłam w końcu chodzić do dermatologa i go słuchać. Jego porady były całkowicie w kontrze do tego, co przeczytacie w gazecie i na każdej szanującej się stronie o pielęgnacji, a jednak działają! Ja o nich nigdzie indziej nie słyszałam, za to słyszałam dużo różnych głupot, które mi wcale nie pomagają. Zdaję sobie sprawę, że nikt tych rzeczy nie powie, bo nie są to dane opłacalne z punktu widzenia firm kosmetycznych, ale ponieważ nie pracuję w firmie kosmetycznej, to z przyjemnością się nimi podzielę. Mówię o swoich doświadczeniach i o tym, co kazał mi robić lub czego zabronił robić dermatolog (tak naprawdę było ich trzech). Nie wykluczam oczywiście, że ktoś ma inaczej, ale myślę, że wielu osobom te porady się przydadzą tak samo, jak mi:

    1. Jak się ma poważne problemy z cerą i po roku czy dwóch nadal wszystkie kosmetyki z Rossmana zawodzą, to trzeba iść do dermatologa i używać tego, czego on każe w taki sposób, jaki zaleca. I nie będą to kremiki z Rossmana, tylko różne specjalne maści apteczne. Kremiki z drogerii nic nie dają przy poważnych problemach, mogą tylko namieszać!
    2. W pierwszej chwili wszystko to wyda się strasznie drogie, ale w ogóle tak nie jest. Droga jest prywatna wizyta u dermatologa i to trzeba przeboleć. Kremy i maści wydają się drogie, ale tak naprawdę jak sobie policzycie, ile kosztują tubki idiotycznych kremów z drogerii i głupie maseczki, które nie działają, to zdacie sobie szybko sprawę, że lepiej kupić dosłownie raz w roku doskonały krem na pryszcze za 60 czy 80 zł, który poleca dermatolog, niż co trzy tygodnie zużywać tubkę jakiegoś badziewia za 15 złotych (droższe kremy mają taką konsystencję, że trzeba ich użyć o wiele mniej). To jest wiedza poparta moimi bardzo poważnymi wyliczeniami, ale zachęcam do zrobienia własnych. Aha – jak się używa tego, co każe dermatolog, to nie trzeba już kupować co chwilę drogich podkładów i korektorów, bo się ich mniej lub wcale nie potrzebuje. (przyznam, że jest jedna wada tego wszystkiego – chodzenie co 3 miesiące do dermatologa po receptę na krem. Ugh. )
    3. Dawno temu dermatolog kazał mi zacząć używać szarego mydła zamiast wynalazków, i to była doskonała rada. Tak, obciachowego, szarego mydła, którego nikt nie chce i które kosztuje 2 złote. Bo ma krótki skład i jest najlepsze. Później spotkałam wprawdzie jeszcze bardziej wykwintnego dermatologa, który mówił, że są jakieś drogie specyfiki w płynie, których można używać, ale nie zaprzeczył, że szare mydło też jest ok. Czytałam potem trochę o mydle i okazało się, że jeszcze krótszy skład mają mydła: syryjskie z Aleppo, marsylskie i czarne mydło Savon Noir. Mimo, że wszystko wydaje się proste, to jeszcze trzeba i tak czytać skład, bo np. szare mydło szaremu mydłu nierówne, a wśród mydeł syryjskich zdarzają się gorsze podróbki. Jeszcze indyjskie mydło Medimix jest do zniesienia. Oczywiście to brzydkie, zielone, a nie to drugie!

Uprzedzam: ani mydło z Aleppo, ani Biały Jeleń,ani Medimix nie pachną ani nie wyglądają pięknie. Ale można się przyzwyczaić. Być może jakieś bardzo naturalne mydła ręcznie robione też się sprawdzą, ale nie wiem. U mnie zawsze sięganie po drogie i urocze mydełka jak każą w gazetach kończyło się katastrofą.

4. W kolejną radę wręcz nie uwierzyłam, ale niestety to też prawda. Otóż w drogeriach są takie maseczki…którym bardzo trudno jest się oprzeć. Są ich dziesiątki czy setki dosłownie, a każda kosztuje złotówkę czy trzy i nie sposób po prostu sobie odmówić odmładzającej mocy złotych nici czy oczyszczającej glinki kaolin. Kiedyś dermatolog mi kazał niczego nie używać poza tym co przepisał. Wróciłam po miesiącu i powiedziałam z przepraszającą miną: – no nie mogłam się powstrzymać i nałożyłam taką maseczkę… no i niech pani patrzy… – prezentując jej pryszcze.

Wiem, że to jest bolesna prawda, ale kto ma kiepską cerę, niech sprawdzi sobie sam i powie z ręką na sercu, czy po maseczce z drogerii przez kolejne dni wygląda lepiej czy gorzej. Ja parę razy nie mogłam się powstrzymać i sprawdziłam, a efekty były opłakane. ( wiem, że istnieją ludzie, którym te maseczki nie szkodzą, a może nawet i pomagają, ale piszę to, bo nie jestem jedną z takich osób).

Ostatnio sporo jest droższych maseczek koreańskich i im to już w ogóle trudno się oprzeć. Nie chcę wydawać ocen, bo mam nie takie duże doświadczenie – użyłam chyba raz i mi się upiekło, a za drugim już niekoniecznie, ale chyba nie było koszmaru. Dlatego nie osądzam, bo może one faktycznie są lepsze.

I na koniec refleksja ode mnie:

oil-discharge-2794477_640

Magiczna moc olejów… słyszę o tym na okrągło i oczywiście ja też chciałam być ekologiczna i „zastąpić wszystkie kosmetyki do ciała, włosów i twarzy jednym olejkiem” jak radzą w gazetkach.

Oleje na twarz… Ha ha ha! To znaczy tak, ja wiem, że są ludzie, którym to pasuje, ja też ciągle próbuję, bo rzekomo mnie to odmieni, ale nawet nie wiecie jak komicznie wygląda twarz wysmarowana olejem kokosowym. Moja przynajmniej.(uff nie jestem jedyna). Po prostu wyjdźcie tak na ulicę. Dodam, że oczywiście po wysmarowaniu się olejem na noc też miałam później pryszcze 😀 I wcale nie pachnie tak świetnie, żeby się chciało tak pachnieć od stóp do głów.

Mam takie solidne wrażenie, że ściągam na siebie straszliwą krytykę, bo krytykować olej kokosowy, to jak krytykować jogę. Ale też no… dosłownie latami próbowałam i ja naprawdę wyglądam jak pacan jak się wysmaruję olejem kokosowym, niczego to w moim życiu nie rozwiązuje i musiałam to głośno powiedzieć. Nie mówię, że nie kupuję czasem jakichś dziwnych olejków z czarnuszki czy pestek moreli w Rossmanie… i potem one stoją na półce… i przydają się raz na miesiąc jak się tak trochę zmuszę… a potem o nich zapominam i kupuję kolejną butelkę. Przypomniało mi się właśnie, że miałam kiedyś butelkę oleju konopnego i go woziłam ze sobą nawet, czyli mi się przydawał. Chyba do paznokci i skórek? Już nie pamiętam.

Krytykowanie oleju kokosowego i jogi jest podobnie niezręczne, jak krytykowanie jagód goji. Wiesz, że są gorzkie, drogie i ohydne, że zwykłe jagody czy porzeczki są zdrowsze i lepsze i że importowanie ohydnych jagód z drugiego końca świata w paczkach po 30 gram jest totalnie nieekologiczne… ale spróbuj to powiedzieć głośno w towarzystwie!

Reklamy

18 komentarzy Dodaj własny

  1. amicidebici pisze:

    Ty chyba jesteś moją bratnią duszą 😀
    Ja co prawda mam raczej dość odporną skórę, ale ostatnio tak mi twarz wysypało, że wyglądałam jak ropucha 😀 Bo jak głupek zaczęłam się systematycznie kremować na noc kremikiem z Avon (no bo prezent). W rozpaczy i w długich terminach do lekarza (po to chwilowo szukam pracy, żeby nie wydawać na prywatnych lekarzy :P) kupiłam sobie Mediderm krem, krem dla osób z łuszczycą AZS itp. problemami. Kilka dni i cerę mam gładką, nawilżoną jak nigdy wcześniej. Aż nie mam ochoty wracać do wszystkich tych wymyślnych kremików. Tylko pozostaje kwestia zakupienia czegoś pod prysznic w tym stylu, ale problem z takimi produktami jest taki, że nie pachną 😦

    A co do szarego mydła, to zawsze sądziłam, że jednak jest silnie wysuszające. Oliwkowe, czarne, z prostym składem owszem i chętnie (chociaż drogie ustrojstwo), ale szarego to się trochę obawiam.

    Maski zaś uważam za totalne wyrzucanie pieniędzy w błoto, jak płyny micelarne, wody różane i inne takie 😀 Jestem chyba kosmetycznym betonem 😀 I olejki też do mnie nie przemawiają, nie lubię czuć się tłusto i błyszcząco jednocześnie 😛 Mam jeden olejek arganowy, raz na ruski rok użyję go do włosów i chyba mi starczy do końca życia i jeden dzień dłużej 😀

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Haha o matko zapomniałam wspomnieć o płynach miceralnych i tonikach! Tzn wprawdzie ostatni dermatolog mi kazał używać, ale on był tak wykwintny, że kazał mi też różnych innych dziwnych i drogich rzeczy używać, więc w sumie nie wiem. Też mi się to zawsze wydawało idiotyczne. Kiedyś przemywałąm wodą różaną twarz bo w Indiach jest tania, no i… no czułam się jak księżniczka co się kąpie w płatkach róży, ale poza tym to chyba mi to nie pomogło ani nie zaszkodziło. a w PL gdzie taka przyjemność kosztuje pewnie ze 100 z to mi się wydaje już ciężką przesadą. Hahah to widzę że nie tylko ja tak działam z olejkami 😀 też mam jakiś chyba z pestek moreli i dokładnie tak jak Ty. Ale arganowy to wyższa szkoła jazdy. Ten zapach….

      Polubienie

      1. amicidebici pisze:

        No dobra, w Indiach jest trochę syfnie (bez urazy jakby co), to tam może mycie twarzy wszystkim, byle nie wodą z kranu ma sens 😀

        Polubienie

      2. udajesie pisze:

        Hah nie ma problemu, napisałam nawet o tym posthttps://udajesie.com/2015/03/11/czy-w-indiach-jest-brudno-jak-w-chlewie/

        Polubione przez 1 osoba

  2. Ken.G pisze:

    To co to za towarzystwo, że trzeba się pilnować z każdym słowem? 😉 Nigdy nie próbowałam tych jagód (może kiedyś w jakimś jogurcie, ale pewna nie jestem. Albo to była żurawina?), a z olejów uwielbiam ten z pestek słonecznika. Kosztuje grosze, a jest boski. Póki co, jedynym, którym mogę się wysmarować i iść do ludzi (w sensie nie świecę się), jest olej z pestek malin. Ale jest ich tyle, że można testować do śmierci. Niedrogie i często śmierdzące, ale działają, więc…

    Też miałam kiedyś problemy i niestety poszłam za późno do dermatologa. Zostały mi blizny, niewiele i mało widoczne, ale są. Kiedyś zrobię sobie jakiś porządny zabieg (może z osoczem albo laseroterapię) i byde pikna.

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hej:)
      Wiesz chyba coś słyszałam o tych malinach i to też było na mojej liście „must have” 😀 No zachęciłaś mnie, bo wiesz że próbowałam ich parę i to wszystko był szmelc… Ten z pestek malin to chyba ma naturalny filtr w sobie i jeszcze odmładza tak? Hah jagód goji raczej nie jadłaś w jogurcie, bo się do tego nie nadają – są ohydne i gorzkie, a nie ususzone nie wiem czy w ogóle się nadają do spożycia. Więc miałaś szczęście – to była żurawina 🙂
      Hah ja też planuję, że kiedyś pójdę na te wszystkie zabiegi i też będę pikna!
      Pozdrawiam,
      Sonia

      Polubienie

      1. Ken.G pisze:

        To pewnie była żurawina, bo nie kojarzę, żeby było niedobre 🙂
        Tak, olej z pestek malin ma jakiś filtr (nie wiem dokładnie jaki) i sporo fajnych „działań” na skórę. Do tego fajnie się go nakłada, nie lepi się, skóra jest taka aksamitna. Bardzo go lubię.
        PS. Weszłam na stronę ZSK i widzę, że chyba ten olej jest na topie, bo podrożał :/ Ech.

        Polubienie

  3. Kaja pisze:

    Uśmiałam się trochę gdy przeczytałam o oleju kokosowym i wschodzącym hicie jakim są jagody goi 🙂
    Są pewne trendy lansowane w sieci, których początków naprawdę ciężko się doszukać…Niewątpliwie jednak one trwają i powtarzane są na innych blogach czy przez influencerki. A mówienie źle o naturalnej pielęgnacji jest równoznaczne z potępieniem i ostracyzmem w niektórych kręgach „beauty”. Trzeba słuchać swojej skóry i podchodzić do sprawy metodycznie…po prostu odrzucając to co się nie sprawdza 🙂

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Tak, też mam wrażenie, że mówienie źle o rzeczach kojarzonych ze slow i eco to zbrodnia. No, odważyłam się i na szczęście jeszcze żyję…
      Pozdrawiam:)
      Sonia

      Polubienie

  4. sarna23 pisze:

    Ale właśnie ten jakże modny olej kokosowy, jak i parę innych produktów kokosowych wcale nie jest to dobre i zdrowe jak się nam to medialnie prezentuje, szczególnie że mamy bliższe naszemu ciału i duszy oleje rodzime choćby powoli wracający w łaski lniany (polecam szczególnie do opcji spożywczych). Kolejna rzecz, iż cała polityka wytwarzania tychże kokosowych bajerów jakoś gryzie mi się z tymi fit i „uświadomionymi” duchowo jak i przyrodniczo ludźmi 🙂 Tocz te kokoski mają na koncie coraz większe wytępienie orangutanów 🙂 Ale cóż oni wiedzą lepiej.
    W sumie sam już jestem stary i brzydki i ciągle pryszcze to mój problem, a jednak do dermatologa się nie udawałem, jak to facet 😛

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hah prawda, to jest jakaś klęska żeby prawie wytępić olej konopny i lniany kosztem kokosowego z tesco. Ech ludzie… Na szczęście bardzo powoli się to zmienia, choć jak im mówię prawdę o właściwościach odżywczych kokosowego, to często walczą jak lwy..
      Pozdrawiam
      Sonia

      Polubienie

      1. sarna23 pisze:

        Wiedzą lepiej, bo to modne wśród ich trenerów personalnych 😛

        Polubienie

  5. Sonia, na mordziachę tylko oleje schnące, to jedyny kierunek a potem według rodzaju cery. Jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego 😉

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hej,
      dzięki 🙂 Słyszałam miłe rzeczy o herbacianym, to podpada pod schnący?
      Pozdrawiam:)
      Sonia

      Polubienie

      1. No taki bardziej półschnący, bo sporo oleinowego kwasu. Możesz spróbować, ja najbardziej lubię te, które zawierają w składzie tłuszczowym dużo linolowego, czyli omega-6 – winogronowy, słonecznikowy nierafinowany.. 🙂

        Polubienie

      2. udajesie pisze:

        Ach właśnie , czyli znów okazuje się, że stary słonecznikowy lepszy niż te modne koszmarki. Ech 🙂 Dzięki za podpowiedzi, zapisuję Twój blog do ulubionych!

        Polubienie

      3. Wiesz, to samo z oliwą, ona może ach-ech ale dla południowców 😉

        Polubienie

Odpowiedz na Mila Wawrzenczyk Anuluj pisanie odpowiedzi

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s