Freelance: nieprawdy o zarabianiu na pisaniu

1. Jeśli ktoś zarabia na pisaniu, to nigdy w życiu nie zrobił jednego błędu

Przykład Jacka Hugo-Badera pokazuje, że można robić ciągle błędy i zarabiać na pisaniu. Ja też nie jestem ekspertem ani od ortografii, ani od interpunkcji. Jak się bardzo zapędzę, to potrafię napisać Żym i dopiero po chwili trwogi i zawieszenia kasuję i piszę od nowa. Można pisać i robić błędy, tylko trzeba to potem przeczytać i poprawić 🙂

Szczerze mówiąc ze wszystkich szkół najwięcej o ortografii nauczył mnie Word, bo jak coś jest podkreślone po raz setny i tysięczny, to w końcu się już od razu samemu poprawia, bo te czerwone szlaczki irytują, a po jakimś czasie się zaczyna pisać poprawnie, żeby ich uniknąć. Dlatego myślę, że nawet pomijając przypadki typu Jacka Hugo-Badera, tzn osoby, które piszą tak ciekawie, że nikt im nie zawraca głowy ortografią, to można zacząć bez dużej wiedzy i jeśli się będzie pisało dużo, to da się z czasem nadrobić. Ale przyznam, że ponieważ Word tak ładnie zwraca uwagę na błędy i są też inne narzędzia do ich sprawdzania, to jeśli ktoś odsyła do pracy tekst z błędami i nie jest Jackiem Hugo-Baderem, to jednak to świadczy o pewnym olaniu tematu i lenistwie, a to już niedobrze, jeśli się chce żyć z pisania. Jak się ma lukratywne zlecenie, to zawsze można zamówić korektę, i wiele osób tak robi. Wtedy już w ogóle nic nie trzeba wiedzieć.

Jeśli chodzi o przecinki, to wbrew pozorom to nie jest aż takie skomplikowane. Ja sobie wiele lat temu napisałam na kartce parę przykładów z „, a także”, „lub”, „ponieważ” itp. Później patrzyłam na tą kartkę jak nie byłam pewna i rok później już wiedziałam i nie musiałam patrzeć (potem się przeprowadzałam i zgubiłam tą kartkę, więc znowu zapomniałam :D). Czasem jak się nie wie i szuka podpowiedzi, to się okazuje, że polska ortografia jest na tyle skomplikowana, że w niektórych przypadkach może być i tak, i tak, zależnie od tego, jak się to uzasadni, a więc nie ma co sobie rwać nad tym przesadnie włosów z głowy. Bo i tak będzie źle 😀 Nie, żartuję – bo tak czy siak będzie ok.

Tutaj staram się racjonalnie stawiać przecinki, ale że jest to blog, z którego pisania muszę mieć przyjemność, to jednak tego nie pilnuję tak jak w pracy, bo to nie o to chodzi. Więc wybaczcie, jeśli czasem zabraknie jakiegoś przecinka.

W starszych postach w ogóle szłam na żywioł, ale sama widzę, że mimo że blog to przyjemność i dowcipy, to jednak lepiej i poważniej wygląda, jak się to kontroluje na przynajmniej podstawowym poziomie.

2. Trzeba bardzo długo się przygotowywać i pokończyć masę fachowych kursów, żeby zacząć

To jest najbardziej szkodliwe założenie. W rzeczywistości trzeba po prostu zacząć jak się umie. Jak się będzie miało predyspozycje i będzie się szybko uczyło, to zlecenia się znajdą, a jak nie, no to nie.

3. Jak się nie pisze do Vogue ani Newsweeka, to jest się nikim

Można mieć takie cele zawodowe i ja to popieram ale ej. Jak się ma 19 czy 22 lata, to trzeba po prostu zacząć. Jest mała szansa, że się zląduje w Vogue w wieku 19 lat, ale jak się będzie siedziało 10 lat i czekało z założonymi rękami, to jest też bardzo mała szansa, że się w nim zląduje, mając 29 lat. Tak, wiem, że nie ma w słowniku słowa zlądować, ale tak się mówi. Aha, właśnie:

4. Ktoś, kto pisze zawodowo, mówi superpoprawnie i pisze superpoprawnie zawsze

Niektórzy na pewno, ale ja strasznie nie lubię, jak ktoś się rzuca, żeby mnie poprawiać, jak sobie rozmawiam ze znajomymi, i mam nadzieję,że sama tego za bardzo nie robię. O ile ktoś nie mówi kompletnych bzdur, to proszę, nie poprawiajcie ludzi jak o to nie proszą, bo to jest męczące i wcale nie buduje pozycji eksperta, tylko Smerfa Ważniaka.

Ja np. lubię sobie urozmaicać życie i używać zwrotów, które gdzieś zasłyszę, choć nie są może poprawne. Np. mój pan od komina mówił o niedrożnym kominie „ szkoda, żeby się taka młoda dziewczyna zaczaderowała” i to jest trochę śmieszne, ale też urocze, i sama tak czasem mówię i muszę się tylko pilnować, żeby tak nie powiedzieć przy kimś, kto nie zna mojego pana od komina i nie zrozumie żartu. Albo ktoś kiedyś powiedział przy mnie, że nie ma co wykręcać kotu ogona, i to mnie tak śmieszy, że sama tak mówię, a jak ktoś mnie poprawia, to wzdycham i się poprawiam, bo wiem, że niektórzy ludzie tacy już są.

Jeśli chodzi o pisanie, to rozdzielam oczywiście pisanie maila służbowego od pisania do koleżanki, bo w tych pierwszych staram się być tip-top, bo to jednak praca. Na Messengerze robię straszne błędy ciągle, bo ten słownik mnie co chwila poprawia, więc jak ktoś pisze do mnie z błędami, to też się staram nie czepiać. Granicą jest dla mnie to, czy się da zrozumieć o co chodzi. Ogólnie od czasu, gdy spiesząc się napisałam Żym, to nic mnie nie zaskoczy. Tylko raz, parę lat temu, jak ktoś napisał, że dostałam zaproszenie na ccimy, to naprawdę nie wiedziałam o co chodzi i poprosiłam o klaryfikację. Chodziło o chrzciny!!

5. Bloger jest gorszy od dziennikarza

Czy merytoryczny bloger ekonomiczny jest gorszy od dziennikarza, który jeździ na pokazy gaci do Florencji i potem pisze z wdzięczności za wycieczkę hurraoptymistyczne teksty o tych gaciach? Blogerzy od dawna już mają swoje rubryki w gazetach, a dziennikarze mają blogi, więc myślę, że nie ma się co czepiać.

6. Pisanie bloga to tylko hobby

Zdarza się, że pisanie bloga to tylko hobby.

No, jeśli się ma ambicje, by blog był pracą, ale na razie się na nim zarabia bardzo mało lub dość mało raz na pół roku, to też nie ma co się obrażać, jak ktoś mówi, że to hobby.

Ale jeśli ktoś naprawdę zarabia na pisaniu bloga, to to jest jego praca. Krygowanie się i umniejszanie wtedy swojej pracy jest nie fair wobec siebie.

Szukasz więcej porad i inspiracji na temat tego, jak zacząć i z gracją prowadzić karierę freelancera? Koniecznie daj znać.

Inne teksty z tej serii:

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. Nie wyobrażasz sobie jak świetnie większość tych rzeczy pasuje do mnie. Mój problem? Zawsze podchodziłam do pisania ze zbyt wielką powagą. Z „pobożnością”… Założeniem, że dopóki nie będę super perfekcyjna, to w ogóle nie ma co się pokazywać światu. Unikałam nazywania siebie blogerem, czy pisarką. Na szczęście dojrzałość w tej kwestii przyszła do mnie w zeszłym roku. I od tamtej pory stale dostaję pozytywny feedback. Jest to dla mnie bardzo budujące doświadczenie 🙂 Jednak, paradoksalnie to nie pisanie tekstów doprowadziło mnie do wniosków, że trzeba robić rzeczy nie czekając na perfekcyjny finał. Tego nauczyłam się z fotografii. Patrząc wstecz… Każde zdjęcie z wczoraj jest gorsze od poprzedniego, dlatego, że z każdym „dzisiaj” staję się coraz lepsza 🙂 Tak jest ze wszystkim! Pozdrawiam serdecznie 🙂

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hej Monika 🙂 Cieszę się, że odnalazłaś się w tym tekście. Widzę po Twojej stronie, że już się nie boisz pisać – to super! Co do wiedzy fotograficznej, to nawet nie wiesz, jak Ci zazdroszczę…
      Pozdrawiam:)
      Sonia

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s