Nauka szwedzkiego (SFI) i imigranci w Szwecji

Od kilku miesięcy uczę się szwedzkiego w rządowej, darmowej szkole w Szwecji. Dzieki temu mogę odpowiedzieć na pytanie, jak wygląda taka nauka, a także czy naprawdę z imigrantami, których spotykam w szkole, jest w Szwecji tak okropnie.

Nauka szwedzkiego za darmo

Swedish for Imigrants (svenska för invandrare, SFI) jest jedną z nielicznych rzeczy, jakie pozostały jeszcze w Szwecji ze starych, dobrych czasów, gdy wszystko było za darmo. To zajęcia prowadzone przez gminę, na których można nauczyć się podstaw potrzebnych do pracy czy życia. Kurs zaczyna się od poziomu A, na którym można się nauczyć alfabetu czy prostych słówek, przez bardzo podstawowy kurs B, nieco wyższy kurs C i najwyższy D. Po kursie D w założeniu można już odpowiedzieć na ogłoszenie o pracę, zadzwonić do urzędu czy rozmawiać ze znajomymi.

Czy Szwedzi płacą za naukę?

Po kursie D można jeszcze iść do dalszej szkoły SAS, która odpowiada poziomowi języka z szwedzkiego gimnazjum, czyli naszego liceum. Po takiej szkole można iść np. na studia, ale to nie jest konieczne, żeby się na nie dostać, bo i tak najważniejsza jest znajomość języka. Ucząc się w SAS można dostawać dofinansowanie z CSN lub wziąć w CSN pożyczkę. Niestety, nadal nie jest to dużo, maksymalnie ok. 2800 koron dotacji i ok. 8 tys. koron pożyczki. Ok, z pożyczką da się przeżyć, ale pożyczkę trzeba później spłacać, więc to wyjście tylko dla zdecydowanych i roztropnych. Żeby dostać pełne dofinansowanie z CSN trzeba się uczyć pełnego programu SAS, który obejmuje też angielski i MATEMATYKĘ.

Kto by się uczył tylko szwedzkiego, dostałby maks. połowę tej sumy. Jak widać, wbrew temu co mówią wszyscy, którzy nie mają o tym zielonego pojęcia, nie jest to sposób na stanie się miliarderem. Zwracam tu uwagę, że jeśli mieszkacie w małej miejscowości, to najbliższe miejsce, w którym można się uczyć SAS, jest w większej miejscowości. Żeby się do niej dostać, trzeba kupić bilet miesięczny za 800-1500 koron.

Ale wróćmy do SFI, na którym nie ma o co się martwić, bo żadne dofinanasowanie nie przysługuje (serio, żadne. Oszczędźcie sobie czasu, bo już sprawdzałam).

Jak wygląda nauka na SFI?

image1023

W większości szkół nie jest codziennie, tylko ok. 3 razy w tygodniu. U mnie w szkole np. od 8:30 do 15:00 z przerwą na lunch o 12:00. Wydaje mi się, że im wyższy poziom, tym mniej trzeba tam chodzić. Niestety, i tak wszyscy się bardzo przejmują obecnością i nawet twierdza, że trzeba pisać do nauczyciela maila, jak się nie przyjdzie. Z tego co wiem, jednorazowo można nie przyjść najwyżej przez trzy tygodnie i to w wyjątkowych okolicznościach. Trzeba wcześniej powiedzieźć o tym nauczycielowi.

W mojej szkole naukę wspiera system on-line unis.nu. Jest bardzo w porządku, ale niestety nie do końca jest tak, że można sobie rozwiązywać tam zadania i nie chodzić. I tak trzeba chodzić, a tych zadań chyba nikt nawet nie sprawdza (choć wiem, że nauczyciele mają do tego systemu dostęp).

Polska a szwedzka szkoła

W porównaniu z polską szkołą nauka na SFI nie jest trudna. Nauczyciele są raczej bardzo mili i nie dręczą studentów. Naprawdę czuję, że mogę ich o wszystko zapytać i interesują się uczniami. Poziom nauki jest bardzo nierówny i zależy od nauczyciela, a ci mogą być wspaniali i doświadczeni, lub nowi i beznadziejni.  Jednak więcej jest tych bardzo zaangażowanych. Na szczęście jeśli trafi wam się kiepski nauczyciel, to raczej nie będziecie musieli go długo znosić. W mojej szkole nauczyciele się ciągle zmieniają, a nowi muszą dojeżdżać z miejscowości oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów.

W Szwecji bardzo brakuje nauczycieli. Na tych, którzy są, nie można z kolei w ogóle polegać, bo SFI podpada pod gminę, gdzie bardzo trudno jest kogokolwiek zwolnić i nie trzeba się przepracowywać.

Nie wymyślam tego, tylko mówię na podstawie własnych doświadczeń. Uczę się na SFI od dwóch miesięcy. Jestem w klasie Susanny, tak zawsze słyszałam, ale Susanna najpierw miała przez miesiąc złamaną ręke, potem widziałam ją raz, a potem przeszła do innej grupy i już jej nie spotykam. W tym czasie mieliśmy czterech nauczycieli. Wyobrażacie sobie, jaki byłby skandal, jakby w jakimś liceum klasa miała czterech nauczycieli od polskiego w dwa miesiące? Nauczyciele czasem nie przychodzą, bo mają jakieś inne zajęcie w innym mieście, do którego nie było innych chętnych. Robią też błędy ortograficzne na tablicy. Ogólnie wszysto to nie jest najlepiej zorganizowane.

szwecja sfi nauka imigranci w szwecji szkoła kultura prawo asymilacja

Jakie jest towarzystwo na SFI?

Zdecydowana większość to są i będą uchodźcy z Syrii i Erytrei. Moja klasa jest dość różnorodna, bo jest też Amerykanka, Niemiec, chłopak z RPA czy dziewczyna z Burundi. W grupie obok jest też Chinka, a z miesiąc przede mną naukę skończył jakiś Kamil z Polski, którego rodziców spotkałam raz w sklepie. Aha, no i mam w klasie pana z Syrii, który 10 lat mieszkał w Polsce, zrobił doktorat i mówi pięknie po polsku.

Ogólnie rasistom będzie ciężko na tych zajęciach, dlatego lepiej podejść do tematu bez takich uprzedzeń. Jest też inny powód, dla którego lepiej być przyjaznym wobec swojej klasy. W Szwecji nie ma zbyt rozbudowanej kultury zagadywania obcych czy poznawania ludzi, Szwedów jest mało a kraj duży, więc naprawdę nie opłaca się kręcić nosem na swoich znajomych z SFI. Jeśli mieszkacie w małym mieście (a prawie każde miasto w Szwecji jest małe), to docenicie, że możecie na raz poznać kilkadziesiąt nowych osób. Mogę mówić tylko za siebie, ale po roku w Szwecji szłam na SFI w głębokiej depresji, a już po kilku dniach czy tygodniach nauki byłam zadowolona z życia, bo miałam z kim pogadać i zaczęłam się szybko rozwijać językowo.

Polacy a inni imigranci w Szwecji – różnice kulturowe

Jeśli chodzi o różnice kulturowe, to nasłuchałam się przed pójściem na SFI różnych głupich i niesprawiedliwych rzeczy o tym, jak to strasznie się zachowują i o niczym nie mają pojęcia, a w ogóle tak nie jest. Niektórzy z mojej klasy musieli się tułać latami po różnych miastach Europy i Szwecji zanim mogli pójść do szkoły, więc możliwe że w ich wypadku zmiana przyszła naturalnie z czasem.

Naprawdę mogę powiedzieć, że z mojej klasy wszyscy są spoko. Mam sporo fajnych znajomych i dobrze się dogadujemy. Czasem siedzę w ławce z chłopakami i też jest okej. Nie jest też tak, że Szwedzi niczego ich nie uczą o Szwecji, jak to twierdzą różne niezorientowane w temacie portale, bo na lekcjach często mamy o szwedzkich świętach czy religiach, różnych stylach życia i rozważamy różne problemy moralne w ramach dyskusji. Warto potraktować SFI jako okazję do poznania różnych narodów i języków. Wydaje mi się, że jeśli ktoś chce się uprzeć i mieć uprzedzenia do wszystkich ze swojej klasy na SFI, to będzie to dla niego koszmarny i męczący czas pełen wrogów, dlatego lepiej nie iść tą drogą.

SFI zaczyna się od poziomu A a kończy na D. Na każdy poziom przypadają minimum dwa miesiące a maksimum pół roku. Chyba, że ktoś całkowicie nie daje rady, to pewnie może jeszcze trochę dłużej zostać. Jeśli ktoś radzi dobie dobrze, to może podejść do egzaminu kwalifikującego do nastepnej klasy już po dwóch czy czterech miesiącach nauki.

Nie wiem, jak jest w innych szkołach, ale ja zaczęłam naukę od zera a od razu przydzielono mnie do grupy C5. Grupa A moim zdaniem jest dla ludzi, którzy wcześniej nie mieli styczności z alfabetem łacińskim a B dla tych, którzy nigdy nie uczyli się żadnego języka obcego. Ktoś, kto w miarę mówi po angielsku czy w innym języku i skończył liceum, może spokojnie iść od razu na poziom C. Wydaje mi się też, że im wyższy poziom, tym bardziej kumata klasa, to znaczy jest coraz więcej ludzi, z którymi można pogadać i jest o czym.

Istnieje na różnych interenetowych forach taki stereotyp, że najlepsze, co można zrobić, to jak najszybciej skończyć SFI. Moim zdaniem nie ma sensu się przesadnie spieszyć. Nie chodzi przecież o to, żeby zaliczyć i zapomnieć, bo bez szwedzkiego życie w Szwecji jest straszne. Z drugiej strony, nikt nie daje medali w prawdziwym życiu za zdanie SFI i i tak będzie patrzył tylko na to, czy umiesz się dogadać. Dlatego moim zdaniem trzeba być na SFI tyle ile trzeba, a nie koniecznie starać się jak najszybciej skończyć. Aha, do tego dofinansowanie na naukę na kolejnym etapie, czyli SAS, można pobierać dopiero po dwóch latach w Szwecji, więc jeśli się chce skorzystać, to nie ma co kończyć SFI w trzy miesiące, a potem siedzieć bez sensu i czekać. Choć ja mam wielką nadzieję, że skończę całość przed zimą, bo nie wyobrażam sobie, że będę tam chodzić codziennie rano przez śniegi.

Reklamy

3 komentarze Dodaj własny

  1. Gosia pisze:

    hej 🙂 czy to prawda ze.moge. przystapic.do samego egzaminu bez nauki i czy konieczny jest numer personalny ?

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Słyszałam że można się kłócić że numer personalny nie jest konieczny, bo na jednej oficjalnej szwedzkiej stronie tak jest napisane. Mojej koleżance się to udało, ale mi nie… Co do egzaminu to nie wiem.

      Polubienie

  2. Magdalena pisze:

    Numer personalny albo numer tymczasowy. Ja rozpoczęłam naukę z numerem tymczasowym. Kurs rozpoczynałam po pół roku życia w Szwecji, również w „depresji” spowodowanej brakiem kontaktów międzyludzkich i niemożnością poznania nowych znajomych. Cieszyłam się niesamowicie, że w końcu przebywam wśród ludzi i mam z kim porozmawiać (co więcej z kimś, kto również jest imigrantem i ma podobne problemy)! Dobrze, ze piszesz o tym, jak tu wygląda życie, o małych miasteczkach i trudnościach w zdobywaniu nowych przyjaciół.

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s