Jak się nie zatruć w Indiach?

Nie da się zignorować faktu, że pierwsze pytanie, jakie ciśnie się na usta osób, które wybierają się do Indii, to:

Jak się nie zatruć?

Nie udawajmy, że nie ma problemu. Pisałam już kiedyś o tym, że kij ma dwa końce i niekoniecznie zawsze chodzi o brud a czasem tylko o zwykłą zmianę diety z polskiej na indyjską, więc dziś nie muszę już kluczyć. Mogę zająć się sednem sprawy czyli konkretnymi odpowiedziami na pytanie:

Jak się nie zatruć w Indiach?

  • Niech przejście z polskiej diety na indyjską będzie łagodne. Wyobraźcie sobie, jak ostro by się pochorował Hindus, gdyby pierwszego dnia w Polsce nażarł się śledzi w occie i żurku. Nie róbmy sobie tego. Przez pierwszy dzień-dwa jedzcie rzeczy, które wyglądają wam znajomo w miejscach, które na pewno są dobre. Pierwszy dzień to dobry czas na restauracje polecane przez Tripadvisor, indyjską Pizzę Hut czy czipsy. Wiem, że nie o to chodzi w wyjeździe, ale brylować po ulicznych kramikach z dziwnymi potrawami można od drugiego dnia wzwyż i wtedy będziecie się naprawdę lepiej czuli.
  • Dotyczy to też lodów, soków rozlewanych lub wyciskanych na ulicy, owoców sprzedawanych w plastrach. Wielu jadło i piło i żyje ale nie róbcie tego, jak nie jesteście na 100 % pewni swoich możliwości. Ogólnie brudne owoce z ulicy traktujcie ostrożnie. To nie znaczy, że nie można kupować warzyw na bazarze i sobie robić obiadów – można.

IMG_8611.jpg

  • Mam wrażenie, że niektóre potrawy szczególnie sprzyjają zatruciu a inne są stosunkowo bezpieczne. Na cenzurowanym w podejrzanych miejscach (dworzec, obleśna budka na pustkowiu) niech będą więc właśnie owocowe, surowe dania czy mokre warzywa na surowo, które leżały w nie wiadomo jakiej wodzie. Moje ulubione w miarę bezpieczne i normalne dla brzucha przyzwyczajonego do zachodniej diety danie to cheese paratha i paneer paratha. Jeśli jedliście w gruzińskiej restauracji chaczapuri, to wiecie o  co chodzi. Jeśli nie, to jest to wywrócona na lewą stronę pizza, czyli placek nadziewany serem. Jest głęboko smażony i składa się głównie z sera, mąki i wody, więc ryzyko zatrucia jest małe.
samosa indyjska potrawa pierogi z indii pierogi warzywne samosa warzywna indyjska kuchnia
W czasie pierwszych dni z rezerwą traktujmy wszystkie potrawy, których wyrób na indyjskiej wsi może polegać na ugniataniu składników brudnymi rękami. Szczególnie, jeśli potrawy te później nie są dobrze wysmażone.
  • Ktoś mi kiedyś poradził, żeby pierwszego dnia „dezynfekować” wszystko alkoholem, czyli mówiąc prościej pić kilka łyków wódki czy whisky po każdym jedzeniu. Spytacie pewnie, czy osoba która mi udzieliła tej rady miała czerwony nos i leżała w rynsztoku? Właśnie nie, więc jak ktoś ma bardzo wrażliwy żołądek a upicie się pierwszego wieczora mu nie przeszkadza, to może wypróbować ten sposób.
  • Wcale niekoniecznie im ładniej wygląda miejsce, tym mniej zatrute jest tam jedzenie. Czasem to właśnie dziwne eksperymenty, które miały być spaghetti czy pizzą, potrafią najbardziej zaszkodzić… Jeśli miejsce nie wygląda po zachodniemu ale wszyscy tam chodzą i wychodzą najedzeni a jedzenie jest przygotowywane na bieżąco, to może być bezpieczne. Jeśli traficie do nowoczesnej, klimatyzowanej restauracji jak z obrazka, w karcie jest tysiąc potraw i nie ma żywego ducha… uciekajcie!
  • W Indiach pijcie tylko butelkowaną wodę z pewnego źródła. Woda na kapslu powinna mieć taką plastikową osłonę (trochę jak wino). Niech ta osłona będzie nienaruszona i niech wygląda profesjonalnie. Jeśli ledwo się trzyma lub jej nie ma, to pewnie ktoś wlał do tej butelki wodę z nie wiadomo kąd. Na butelce jest też data wyprodukowania. Dla mnie data tydzień – dwa miesiące wstecz jest okej; w zapadłej dziurze może być i trzy miesiące – pół roku wstecz. Ale jeśli jesienią w zatłoczonym miejscu kupujecie wodę, która była wyprodukowana zimą zeszłego roku, to coś tu jest nie tak. Raczej ktoś wykorzystuje tą butelkę wielokrotnie.
  • Mycie rąk to oczywiście podstawa o której na pewno wiecie. Można też kupić sobie w Rossmanie czy aptece taki żel antybakteryjny do rąk, który oszałamiająco pachnie i zmniejsza szanse na zatrucie. Przydatne mogą być też mokre chusteczki.
  • To powinien być pierwszy punkt: TRINIDAZOL. Polskie leki na żołądek w Indiach czasem wydają się dziecinnie śmieszne, bo bakterie i problemy żołądkowe są zupełnie inne a czasem znacznie poważniejsze. Myślę, że węgiel może być przydatny pod każdą szerokością geograficzną, ale poza tym nie ma co się wygłupiać. Idźcie od razu do apteki i kupcie coś lokalnego. Te lekarstwa są często silne jak dla konia i nie polecam stosowania ich na co dzień, ale jak leżycie na łożu śmierci w wiosce, w której nie ma lekarza, są jak ulał. Królem wśród nich jest Trinidazol. Kosztuje ze złotówkę za 8 czy 10 tabletek, jest prawie w każdej aptece i działa przy różnego rodzaju zatruciach indyjskich, o których w szczegółach tu nie napiszę, bo naprawdę nie ma o czym opowiadać.
  • Nie spodziewajcie się cudów na dworcach i w podróży. Jedzenie na dworcach, lotniskach i przy drodze czasami jest straszne. Powiedziałabym, że na lotniskach w Indiach jest o tyle dobre, że to wprawdzie są ohydne mrożonki, ale przynajmniej przygotowywane na bieżąco w sieciowych lokalach, które mają jakieś standardy. W przydrożnych barach też nie zawsze jest tragicznie, ale  stan toalety, brak wody i/lub mydła i fakt, że potem trzeba jechać autobusem przez 10 godzin bez możliwości skorzystania z łazienki sprawiają, że czasem robi się źle. Najgorzej jest na dworcach kolejowych. Cóż, po prostu weźcie sobie na drogę coś normalnego z normalnego lokalu albo orzeszki czy chipsy z normalnego sklepu. I TRINIDAZOL.
chowmein potrawy w indiach indyjskie stoisko z jedzeniem uliczne z potrawami bezpieczne
Czy to wam wygląda higienicznie? Ale na niektórych dworcach w Indiach modliłam się o tak czystą i zachęcającą restaurację…
  • Gdy już jest naprawdę tragicznie w miejscu, w którym wszystko wydaje się niehigieniczne i obleśne, to pijcie coca-colę. Na co dzień do tego w żadnym stopniu nie namawiam, ale w Indiach czujcie się rozgrzeszeni. Według niektórych Coca Cola zawiera coś, co nieco łagodzi problemy żołądkowe – przecież dawniej była sprzedawana w aptekach jako środek na układ trawienny! Dodatkowo jest sterylnie zamknięta a to wcale nie jest oczywiste w Indiach w przypadku innych napojów. Jest też jednym z jedynych zimnych napojów, które można dostać wszędzie a do tego ma dużo cukru. Na co dzień to fatalna wiadomość, ale gdy leżycie odwodnieni i zdychacie w jakimś małym, indyjskim miasteczku, gdzie nie ma nic normalnego do jedzenia ani picia,lub po prostu mdli was na widok każdej potrawy, to Coca-Cola dostarczy wam cukru, czyli energii i glukozy, czyli siły.
  • Jeśli czujecie się zatruci i słabi po dniu spędzonym na palącym słońcu, to być może zaszkodziło wam słońce, a nie jedzenie. Albo w każdym razie nie tylko jedzenie. W Polsce to się chyba z pompą nazywa udar słoneczny; w Indiach leczy się to po prostu tak, że leży się w chłodnym, ciemnym pokoju, pije Coca-Colę i wodę i łyka Trinidazol. Po paru dniach jest już ok.
Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s