Ulubione książki 2016

Dla mnie pod względem książkowym był to wspaniały rok. Od marca do lipca byłam w Indiach, gdzie książki kosztują najczęściej 5 – 15 zł za sztukę. Od lipca do teraz w Szwecji, gdzie w wielu loppisach można znaleźć angielskie książki za 2 – 15 zł. W związku z tym na mojej tegorocznej liście polskich książek jest stosunkowo mało. Ale obiecuję, że większość, jeśli nie wszystkie, z tych o których wspominam, można bez problemu kupić w Polsce.

Rocznie w Polsce wydaje się ponad 5 tysięcy pozycji (mówię tylko o powieściach czy reportażach, bo ogólnie wychodzi ponad 27 tysięcy)  i chyba każdy stracił już dawno wśród nich rozeznanie. Książki kosztowały parę lat temu 25 lub 29 złotych, później 39 złotych, a teraz już często 49 zł lub 59 zł a i tak ciągle słyszę, że wydawcy „dla naszego dobra” (mhhm) chcą wprowadzić stałą cenę książek, żeby przez rok od wydania, a może już zawsze, książka kosztowała tyle samo, co w momencie premiery. Powodzenia. Nie pomagają sobie też cenami e-booków. Czy ktoś może mi wyjaśnić, dlaczego skoro druk, papier, transport i magazynowanie książek to taki olbrzymi wydatek, to e-book, który wymaga tylko pliku pdf, kosztuje 35 zł, czyli tyle samo, co zwykła książka?

Czy jest dziś w Polsce choć jedna osoba, która rzeczywiście zapoznaje się z kilkuset „najważniejszymi” nowościami rocznie? Ponieważ wychodziłoby po dwie książki dziennie przez cały rok, to odpowiem z góry, że nie. Jest tego wszystkiego za dużo. Książki znikają z półek po dwóch miesiącach od premiery a coś, co było wydane dwa lata temu, to już antyk przeceniony o połowę. Pod moją osiedlową bibliotekę w Warszawie stoi cały regał zupełnie normalnych książek, które można sobie brać za darmo.Na Allegro są dziesiątki osób, które sprzedają np. 30 000 książek po złotówkę za sztukę. Kupiłam jakiś czas temu kilkanaście, tylko dlatego, że były tak tanie i do dzisiaj czytam książki z tego rzutu. Po co o tym piszę? Bo na mojej liście jest w tym roku mało super hiper nowości z Polski za 60 zł, ale myślę, że to nie szkodzi. Ponieważ wiele z nich to starocie, to jeśli będziecie mieli ochotę, możecie kupić sobie je za złotówkę. Czytanie chyba nigdy nie było tańsze, niż teraz.

Moje ulubione książki i autorzy tego roku

Milan Kundera, Żart (1967), Powolność (1995)

„Żart” to jedna z tych książek, które dawno temu kupiłam za złotówkę na Allegro, bo coś mi się obiło o uszy, że autor jest znany, ale potem przez rok czy dwa wcale nie miałam ochoty tego czytać. W końcu zabrałam ją do Indii, bo w podróży dobrze jest mieć lekką, tanią książkę, której nie będzie żal zgubić. I okazało się, że jest świetna! Główny bohater jest na studiach w czasach komunistycznych. Pewnego razu wysyła koleżance  dla żartu głupią kartkę, przez którą na lata idzie do kolonii karnej na reedukację i jego życie się całkowicie zmienia. Nie chcę tu opisywać całej fabuły, bo nie o to tu chodzi. Jest naprawdę śmieszna i bezpretensjonalna, więc będziecie mogli się dobrze bawić, a potem brylować wśród pretensjonalnych młodych ludzi, którzy będą was pytać paląc papierosy ” Czytałaś Kunderę? Czytałeś Żart Kundery?”. Będziecie im mogli odpowiedzieć: tak czytałem Żart, odczep się ode mnie!! A czytałeś Powolność?

A oni odpowiedzą, że nie czytali, bo to mniej znana książka Kudnery, wydana już w latach ’90, w Polsce z brzydką okładką. Jako osoba płytka i oceniająca książkę po okładce, kupiłam ją w Indiach tylko dlatego, że właśnie dopiero co przeczytałam Żart, i bo okładka była po prostu przepiękna.Porównanie poniżej:

To cienka i również bardzo śmieszna książka, w której np. naukowiec z Czech jedzie na konferencję naukową, gdzie zagraniczni koledzy gratulują mu upadku komunizmu i nie mogą się nachwalić czeskiej kultury. Robi mu się więc miło i chce powiedzieć im o niej coś więcej, np. jakie ciekawe i unikalne znaki ma czeski alfabet, a oni na to: tak tak, Kraków to piękne miasto!

Michael Buckley, Meltdown in Tibet, 2014

meltdown_in_tibet_chińskie_tamy_książka_katastrofa_tybet

Miałam taką przyjemną kawiarnię w Dharamsali, gdzie leżała ta książka. Zaczęłam ją raz czytać i potem wracałam codziennie, tylko po to, żeby ją doczytać do końca. Pewnego razu przyszłam tam znowu ale… ktoś ją ukradł! Na szczęście okazało się, że kelner z tej kawiarni jest moim sąsiadem i ma tą książkę, więc mi ją pożyczył. W ogóle nie dziwię się temu, kto ją ukradł, bo jest świetna.

Jest o tym, co Chińczycy wyprawiają ze swoimi rzekami. Tworzą na nich setki monstrualnych tam, które powodują powodzie, osuwanie się ziemi i susze, niszczą lasy, zaburzają ekosystem, naruszają parki narodowe i nie pozwalają rybom i wszystkiemu, co żyje w wodzie na funkcjonowanie.  Ale nie chodzi tylko o jakieś rybki (choć wyginął już przez to jeden gatunek delfinów!) albo o to, że niszczą objęte ochroną rzeki, lub przyrodę Tybetu. Przez zmyślny system tam mogą też odciąć od wody Indie, Nepal, Bhutan, Bangladesz, Birmę czy Tajlandię. Nie muszą zresztą odcinać, bo konstruowane często w wyniku łapówek i przymykania oczu na nieprawidłowości tamy czasem ulegają olbrzymim awariom. Możecie w tym miejscu ziewnąć i powiedzieć – No dobra ale  co mnie obchodzi susza lub powódź w Azji? – i jest to jakiś argument, ale jeśli przypomnimy sobie, skąd pochodzi ryż który jemy, ubrania które nosimy, telefony, komputery, przyprawy i herbata, a także zdamy sobie sprawę, że w Azji żyje większość światowej populacji, to rzecz zaczyna nabierać właściwych proporcji. Więcej o książce, filmie który jej towarzyszy (był pokazywany parę lat temu na festiwalu filmowym w Warszawie, więc pewnie jeszcze kiedyś się trafi) i o tym, co można zrobić w tej sprawie tu.

Po polsku o katastrofach i strasznych skutkach tam piszą wszyscy, od Gazety Wyborczej przez organizacje ekologiczne, po niszowe strony o zmianach na ziemi, bo to naprawdę nie są jaja.

Ivan Turgenew, Fathers and Sons/ Ojcowie i dzieci (1862)

ojcowie_i_dzieci-okładka_malarstwo_turgieniew-fathers-and_sons

Zmieńmy temat na lżejszy, bo w przeciwnym razie pozostanie nam tylko wpaść w czarną rozpacz. A przecież na świecie są nie tylko przeciekające tamy zagrażające ludzkości – są też rosyjskie dramaty o problemach egzystencjalnych! Żartuję, ta książka to dużo więcej. Chociaż jest trochę tragiczna, to jest też zabawna, bo opowiada o XIX wiecznych hipsterach, którzy są najmądrzejsi na świecie ale jak dziewczyna woli kolegę, to wpadają w czarną rozpacz. I o pokoleniu ich rodziców, którzy próbują nadążyć za światem. Nie mogę nic napisać, żeby nie zepsuć wam tej książki, bo suspens jest tu istotny, ale obiecuję, że jest bardzo fajna.

Mam z nią wspaniałe wspomnienia, bo kupiłam ją sobie w New Delhi na stoisku z książkami na wagę za 80 rupii i pochłonęłam w ciągu kilku dni, kiedy jeździłam po Delhi zwiedzać zabytki i załatwiać sprawunki. Dzięki temu książka o chłopakach, którzy spędzają upalne lato na daczy rodziców i znajomych kojarzy mi się teraz z upałem, latem w New Delhi, metrem i spacerami po mieście.

Yann Martel, Life of Pi/ Życie Pi,(2001)

życie_pi_książka_film_okładka_life_of_pi_cover

Oglądaliście pewnie film. Książka jest bardzo podobna. To nie jest wielkie dzieło i nie trafi do moich ulubionych książek, jak inne, które czytałam w tym roku. Ale wspominam o niej, bo jest bardzo fajną książką do pociągu –  trzymającą w napięciu, po angielsku napisaną w łatwy i przystępny sposób, a przy tym niegłupią i pozostawiającą potem materiał do przemyśleń. Jest też napisana z humorem i można się z niej dowiedzieć co nieco o Indiach, z których pochodzi główny bohater i o morzu. Można przeczytać ją w kilka dni na wakacjach bez poczucia zmarnowanego czasu. Moje wydanie wygląda, jakby było psu wyjęte z gardła, bo kupiłam je w Dharamsali w kawiarni z używanymi książkami za 50 rupii. Jak ktoś chce, to mogę mu oddać tą książkę, bo nie jestem do niej przywiązana.

Duchologia polska, Olga Drenda, 2016

Ta książka wpadła mi w oko od razu jak przyjechałam do Polski, poprosiłam o nią na Święta i dostałam ją nawet przed! Opisuje przełom lat ’80 i ’90, kiedy wiele rzeczy codziennych znanych z PRL już zanikało lub niszczało, ale wiele rzeczy codziennych z lat ’90 czy późniejszych jeszcze nie pojawiło się (jak legalne kasety na szerszą skalę) lub dopiero raczkowało (jak reklamy). Niektóre rzeczy były obecne tylko wtedy, jak np. panie, które stały na ulicy i sprzedawały plastikowe siatki. Ulice, mieszkania czy okładki książek wyglądały więc wtedy wyjątkowo i wiele osób, które znam, tęskni za ich niezwykłym urokiem. A myślicie, że dlaczego chodzę na spacery na Olszynkę Grochowską i łezka mi się w oku kręci na widok jakichś starych szyldów z tęczowymi literkami wyciętymi z folii? Mam tylko kilka uwag krytycznych:

  • jest to w zasadzie ciekawy esej czy zbiór małych esejów, a nie wielkie dzieło i wydarzenie, na jakie trochę tą książkę kreowano. Można było opisać jeszcze masę innych rzeczy, a tu jest mowa o trzech czy czterech większych zjawiskach i tyle.
  • Jak już wspomniałam, nie jest to wielkie dzieło i miałam tu na myśli objętość, bo książka ma ok. 250 stron. Z tego wiele to ilustracje i puste kartki. Piękna szata graficzna to też przemyślany układ stron, może aż trochę zbyt dobrze przemyślany, bo czasem mam wrażenie, że tekst zaczyna się w połowie strony i kończy 5 zdań dalej.

duchologia_polska_książka_olga_drenda

Gdy na kilkadziesiąt przed końcem zaczyna się bibliografia, podziękowania i spis ilustracji, to trochę się traci cierpliwość i zastanawia, czy gdyby wydać ją uczciwie, bez kombinowania, to czy nie byłaby to 50-stronicowa broszurka za 10 złotych?

Poza tym jednak jest to pięknie wydana książka, którą wyróżnia to, że autorka się nie mądrzy ani nie naśmiewa z tamtych czasów. Bo, jak mówiła chyba w jednym z wywiadów, a może pisała we wstępie, z przyszłości jest się mądrzyć najłatwiej.

I zobaczcie sobie na Instagramie hasztag #duchologia – jest super!! Daria, Monika i Zuzia, kieruję to również do was 🙂

Charlotte Bronte, Jane Eyre, Vilette (1846,1853)

jane_eyre_vilette_charlotte_bronte_książka_okładka_seria_penguin

Nigdy nie pomyślałabym, że moją ulubioną autorką tego roku będzie Charlotte Bronte. Miałam zawsze o niej blade, oparte na stereotypach pojęcie, i wydawało mi się, że pisze głupie romanse. Teraz widzę, że przypięto jej tą łatkę tylko dlatego, że była niezwykle utalentowaną kobietą w XIX wieku i nie bardzo wiedziano, co z nią zrobić, więc utarło się, że to po prostu czytadła dla kobiet. Chcę tu zauważyć, że w filmach czy książkach o Bondzie, Bond pół filmu ględzi o Vesper lub łazi za Vesper a potem w następnej książce rozpacza po Vesper a potem zakochuje się w kimś innym, więc równie dobrze można powiedzieć, że filmy o Bondzie to głupie romanse. A w „Jane Eyre” nawet nie ma żadnego faceta przez pierwsze 200 stron! Książki Charlotte Bronte są o wiele bardziej nowoczesne, niż wiele współczesnych powieści a do tego mają niezwykły klimat i są wspaniale napisane. No i historie są po prostu piękne. Bardzo podobają mi się też okładki w moich wydaniach, choć każdy pytał mnie przez nie, czy czytam romans, bo tak się kojarzą.

Rumi

Rumi_książka_collection_kabir_helminski_poeta

Na pierwszym jednak miejscu nie tylko w tym roku, ale w każdym nadchodzącym, postawiłabym Rumiego. Odkryłam go, gdy byłam w poczekalni u dentysty w Indiach. Gdzie jest w Polsce tak oczytany dentysta?? Proszę o adres. Rumi jest perskim poetą urodzonym w 1207 roku. To on założył zakon wirujących derwiszy! Naprawdę nie jestem maniakiem poezji ale jego wiersze są czyste, piękne, głęboko religijne a przy tym uniwersalne i aktualne zawsze. Mają w sobie to samo, co „Gubernator” Roberta Penn Warrena, nie wiem jak to się nazywa, ale jest to taka cecha która sprawia, że czyta się książkę i nic poza tym nie jest istotne, jest się bardzo głęboko poruszonym i szczęśliwym i wszystko zyskuje nowy wymiar i jest podbarwione tą książką. Oczywiście dopóki się nie skończy czytać, bo wtedy można sobie tylko w łeb strzelić, bo życie bez tej książki wydaje się być nudnym teatrem cieni.

Z poczekalni poszłam więc głęboko poruszona do dentysty a od dentysty prosto do księgarni. Z różnych tłumaczeń Rumiego najbardziej odpowiada mi to sufickiego mistrza i tłumacza o swojsko brzmiącym nazwisku Kabir Helminski.Po polsku Rumiego tłumaczono już przed wojną. Nie mówię, że te tłumaczenia są złe, nawet bardzo ciekawe, ale dla mnie za dużo w nich spienionych fal, koni w galopie i ogólnego romantycznego uniesienia.Współcześnie Rumiego widuję na cytatach miłosnych na Facebooku i poza tym chyba jakoś się u nas nie przyjął, ale bardzo serdecznie polecam tłumaczenia Kabira Helminskiego, który wydobywa z Rumiego ponadczasową mądrość i piękno.

WP_20161204_19_42_35_Pro.jpgWP_20161204_19_42_53_Pro.jpg

Jakże dobrze go czasem rozumiem, gdy mówi ” Nie mam serca ni turbanu”…! Bywają dni, że mogłabym się pod tym podpisać obiema rękami.

Jeśli nadal wahacie się, czy czytać Rumiego, to na zachętę dodam, że w Hollywood szykują o nim film i już jest afera, bo ma go grać Leonardo DiCaprio.

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s