Kuchnia Goa:Vindaloo jest dla koneserów….

Człowiekowi przychodzą czasem do głowy pomysły typu: spróbuję każdej potrawy i stanę się szanowanym ekspertem od spraw kulinariów. Może nie od kulinariów światowych ale Goa jest małe, więc może np. Goa?

Niestety, takie myślenie prowadzi często do bólu brzucha i głowy. Po konsumpcji Vindaloo udało mi się ich jakimś cudem uniknąć  ale mogę uczciwie powiedzieć, że to pewnie dlatego, że wmusiłam w siebie może łącznie cztery łyżki.

Aby mieć jak najszybciej z głowy część encyklopedyczną napiszę, że Vindaloo to potrawa, którą na Goa przywieźli Portugalczycy, aromatyczna breja pod nazwą: carne de vinha d’alhos. Zyskała tu dużą popularność a nawet nie tylko tu, bo dziś można ją spotkać w całych Indiach i poza nimi. Zawsze mam wyrzuty sumienia, gdy przeglądam w restauracji menu i mój wzrok prześlizguje się po dziale „kuchnia Goa”. No bo jak to? Wiem, wiem, trzeba próbować tego co naokoło. Jakie są więc moje wrażenia z Vindaloo?

Kiepskie. Zaczynam dochodzić do wniosku, że choć wydawało mi się całe życie, że na nic nie jestem uczulona, to po prostu długo nie potrafiłam zidentyfikować alergenu ale już wiem: jest nim kuchnia Goa. Jedząc inną typową potrawę czyli Xacuti miałam podobne odczucia, czyli że da się przełknąć, ale tak bardzo nie chcę i czuję że mi to szkodzi.

Vindaloo ma w sobie nutę grzanego wina. Pisząc powyższy akapit encyklopedyczny dowiedziałam się, że to dlatego, że carne de vinha d’alhos znaczy dosłownie mięso, wino i czosnek, czyli mięso marynowane w winie. Ja to rozumiem, ale nadal jest w vindaloo coś bardzo przykrego. Jest potwornie ostre, a jednocześnie mdłe od wina i słodkie od goździków i innych przypraw, oczywiście również strasznie tłuste. Myślę, że to może być potrawa dla koneserów, coś tego typu jak różne takie ohydne śmierdzące i drogie sery. Akurat te sery lubię, ale mniejsza o to. W dodatku moje vindaloo było rybne, i nie wiem, może zniszczyła mnie przedszkolna i szkolna kuchnia stołówkowa, ale dla mnie ryba i ryż to tak straszliwie nudne połączenie, że nie mogę się przemóc. A ryba i słodkie przyprawy?! Koniec końców zjadłam troszeczkę vindaloo i myślę, że mogę polecić to danie tylko z jednego powodu: w ogóle się nim nie zatrułam; i tylko jednej grupie ludzi: wybitnym koneserom.

vindaloo_kuchnia_portugalska_goa_indie_indyjska_danie_potrawa_ryba_wino_goździki_sos

Czy to wszystko znaczy, że nie warto próbować nowych potraw? Oczywiście nie, bo dwa dni po vindaloo czyli dziś spróbowałam po raz pierwszy innej potrawy, która była przepyszna i najadłam się nią tak, że nie jadłam dziś wcale kolacji. Brał w tym wszystkim udział kurczak marynowany w jogurcie, czosnku i cytrynie i dawno nie jadłam czegoś tak dobrego. A że technicznie nie jem mięsa? Aj tam. O tej wspaniałej potrawie napiszę wkrótce ale nie dziś, bo po pierwsze muszę wrócić do tej restauracji i wynotować sobie nazwę, bo zapomniałam, a po drugie już jest bardzo późno a przecież trzeba jeszcze pograć w 0 A. D. Dobranoc.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s