24 h na Goa w czasie monsunu

Zimą, gdy kupowałam super tani bilet na samolot do Indii, który lądował na Goa, byłam w siódmym niebie. W mojej głowie wyglądało to tak: nie dość, że przed rozpoczęciem nauki pobyczę się przez tydzień w tropikach, to jeszcze pod koniec będę miała może nawet dwutygodniowy urlop na plaży. Szybko dotarło do mnie, że latem na Goa A. jest monsun więc ciągle leje B. Morze jest wzburzone i nie wolno się kąpać bo się ludzie topią C. Wszystko jest zamknięte. No, ale i tak miałam ten bilet więc i tak musiałam tam pojechać, no może nie na tydzień bo faktycznie co bym tam robiła, ale jeden dzień nikomu nie zaszkodził.
Zacznę może od tego, że jak się długo wiodło w miarę wygodne życie w jednym miejscu, to zapomina się, jak bardzo niewygodne są niewygody i czasem się na nie pochopnie decyduje, bo złe wspomnienia już się zatarły. Jechałam już kiedyś indyjskimi pociągami po 30 godzin ale że było to dawno, to zapomniałam, że nie jest to aż taka frajda. To znaczy na dolnym lub górnym miejscu całkiem całkiem, bo można robić co się chce, leżeć, czytać, nawet się gimnastykować… Nigdy natomiast nie jechałam na środkowym miejscu w klasie czwartej, choć podejrzewałam że jest to koszmar, to tym razem z jakiegoś powodu sama sobie kupiłam bilet na to miejsce i nawet powieka mi nie drgnęła.
Boże, środkowe miejsce w indyjskim pociągu. Ugh. Indyjskie przedziały w tej najgorszej klasie wyglądają jak nasze sypialne, z tym że poza najwyższym i najniższym miejscem do spania, jest jeszcze środkowe. Można je składać, a w zasadzie czasem trzeba, bo jak się nie składa, to ci pod tobą nie mogą usiąść. W praktyce wygląda to tak, że każdy jest zirytowany, bo albo musi leżeć bo nie da się usiąść, albo trzeba siedzieć na cudzym miejscu z innymi ludźmi. Jest gorąco, nie ma nic dobrego do jedzenia, nie warto pić wody bo wtedy trzeba łazić do pięknej łazienki i zostawiać swój bagaż bez nadzoru, no mówię Wam, nie jest to przyjemność. Może gdybym uważniej czytała własnego bloga, to bym pamiętała, że do indyjskich pociągów warto podchodzić ostrożnie…

Jedyny plus tego wszystkiego jest taki, że tak strasznie się w tym pociągu nudziłam, że przeczytałam od deski do deski Ojca Goriot, co wcześniej mi się nigdy nie udało a była to chyba nawet lektura w liceum.
Uznałam, że po siedzeniu w ciemnej kanciapie w New Delhi, wezmę sobie fajny hotel na Goa. Pierwszy raz zapłaciłam za hotel 1000 rupii a powód był jeden:basen. Nie żałuję tego wydatku, bo po tej podróży i przed całym dniem na lotniskach i w samolotach w drodze do Polski należało mi się nieco wygody. Hotel miał tylko jeden minus. Jak powiedział mój chłopak – był to pseudodobry hotel. Co to znaczy?
W dobrym hotelu płaci się może i więcej niż zwykle, ale za to jest dużo rzeczy za darmo. W pseudodobrym hotelu musiałam zapłacić 150 rupii jakiegoś idiotycznego podatku. Internet kosztował 550 rupii dziennie i 110 za godzinę a najpierw zapłaciłam za godzinę, bo nie wiedziałam, że da się zapłacić za dzień bo nikt mi nie powiedział. Było to w głuszy, więc działała hotelowa mafia taksówkowa bo wiadomo było, że jestem na nią skazana, przez co taksówka była droga jak złoto. Do tego w pokoju był mini bar… No, nie byłam tak głupia, żeby myśleć, że wóda i piwo są za darmo, no ale woda? Przecież człowiek nie może żyć bez wody. Poza tym byłam w znacznie gorszych hotelach w Indiach, gdzie dwie butelki wody były za darmo. Szczególnie w takiej głuszy, gdzie nie można iść do sklepu. No cóż, pomyliłam się. Dwie butelki wody i dwie puszki pepsi kosztowały 460 rupii czyli jakieś 30 zł. Jak za nie płaciłam, to okazało się, że mam dokładnie tyle – 460 rupii, nie zostało mi już nic i gdyby to było 470, to pozostałoby mi rozłożyć ręce i powiedzieć, że niestety im nie zapłacę. Podsumowując, mogłam równie dobrze wziąć hotel za 2500 rupii i nie pieprzyć się z płaceniem za wszystko lub po prostu wziąć dobry, a nie pseudodobry, hotel za 1000. Jak rozróżnić pseudodobry hotel od dobrego? Tego jeszcze nie wiem, ale mam zamiar się dowiedzieć, bo ta wiedza się w życiu przydaje.

Jeśli chodzi o wiedzę praktyczną którą wyniosłam z tego pobytu, to Betalbatim, gdzie mieścił się hotel, to straszna dziura. Ale cieszę się, że mam zaliczoną kolejną plażę Goa, bo wciąż szukam tej idealnej. Agonda jest idealna, ale cierpi na to samo, co Krynica Morska – jest bardzo popularna, więc obiad naprawdę rzadko kosztuje tam mniej, niż 400-600 rupii, a to trochę przegięcie.

Poza tym na Goa było pięknie. Monsun nie objawiał się szczególnie uciążliwie, była w miarę niedaleko od hotelu dzika plaża ze wzburzonym morzem i pusty, przyjemny basen, więc bawiłam się świetnie.

To mój niesławny hotel.
To mój niesławny hotel.
Tak więc w czasie monsunu rudawe drogi na Goa robią się czerwone co wygląda świetnie.
Tak więc w czasie monsunu rudawe drogi na Goa robią się czerwone co wygląda świetnie.

basen_hotel_alagoa_indie_goa

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s