5 dni w new delhi

dnia

Nareszcie mam dobry internet. Wspaniałe uczucie. W drodze powrotnej z Dharamsali zahaczyłam o New Delhi. Dotychczas byłam tam z dwa razy po dwa dni, siedziałam wtedy w dzielnicy turystów na Paharganj i starałam się tylko nie otruć i dożyć do czasu, gdy mam pociąg czy samolot. Tym razem, po paru miesiącach w górach, wydawało mi się że warto jest zwiedzać, że trzeba koniecznie coś zobaczyć i że chcę spędzić 5 dni w New Delhi.

Tak też zrobiłam. Ach, hotele w Delhi. Ten, w którym nocowałam miał ocenę 4/5 na Tripadvisor i tego typu portalach a ja po wyjeździe dałam mu również ocenę 4/5. Mój pokój przypominał mi komórkę pod schodami Harrego Pottera. Był długi, gorący, ciemny i mały, okna zamiast szyb miały jakieś musztardowe kawałki nie wiem czego i zamykały się na sznurek. Naokoło hotelu były wąskie, głośne i brudne uliczki które wszystkie wyglądały identycznie i nic nie można na nich było kupić do jedzenia poza półzimną wodą i strasznymi, tłustymi potrawami ze straganów ulicznych. Ale wiem już, że zwykła skala a skala New Delhi to dwie różne rzeczy, dlatego doceniłam, że było tam działające wi-fi, room service z nietrującymi potrawami i bardzo miła i kompetentna obsługa, która zamiast mnie oszukiwać, pomagała mi i podpowiadała, ile powinnam zapłacić za tuktuk i gdzie jest poczta. Hotel nazywał się Hotel Sunshine, był w dzielnicy Karol Bagh i choć jestem pewna, że poryczelibyście się na widok mojego pokoju, to zapewniam że jak na New Delhi to w swojej kategorii cenowej (ok.500 rupii) zasługuje na 4/5.

Jego największym plusem była lokalizacja, 15 minut tuktukiem od Connough Place. To taki Plac Konstytucji, tzn wygląda bardzo podobnie, jest tam dużo fajnych sklepów z ubraniami i nie tylko, kawiarni i restauracji.

Poza tym byłam w muzeum narodowym i muzeum sztuki współczesnej. Mój boże!!!! Idźcie tam koniecznie, jak będziecie w Delhi. Ale trzeba na to poświęcić cały dzień a i tak nie sposób się przyjrzeć wszystkiemu. Mi się bardziej podobało muzeum współczesne, bo jest mnóstwo rzeczy które mi się nie śniły bo do nas nigdy nie dotarły.

Niestety do muzeum sztuki współczesnej nie można było wnosić aparatów, dlatego moje jedyne zdjęcia pochodzą sprzed wejścia.
Niestety do muzeum sztuki współczesnej nie można było wnosić aparatów, dlatego moje jedyne zdjęcia pochodzą sprzed wejścia.
Amrita Sher-gil (1913-1941), Indian, Oil on Canvas, 66.5x92.8 cms, Three Girls, National Gallery of Modern Art, New Delhi. Amrita Sher Gil miała w muzeujm indywidualną wystawę czasową. Jej obrazy były świetne a przed chwilą z Wikipedii dowiedziałam się, że umarła w wieku 28 lat z powodu nieudanej aborcji i że tak naprawdę była pół Hinduską - pół Węgierką.
Amrita Sher-gil (1913-1941), Indian, Oil on Canvas, 66.5×92.8 cms, Three Girls, National Gallery of Modern Art, New Delhi. Amrita Sher Gil miała w muzeum indywidualną wystawę czasową. Jej obrazy były świetne a przed chwilą z Wikipedii dowiedziałam się, że umarła w wieku 28 lat z powodu nieudanej aborcji i że tak naprawdę była pół Hinduską – pół Węgierką.
A to jakiś inny obraz.
A to jakiś inny obraz.
Nicholas Roerich to jedyny autor, którego znałam przed wizytą w muzeum ale że go ubóstwiam to byłam zachwycona tym, że mogę zobaczyć na żywo jego obrazy z Himalajów. Obczajcie je bo są super.
Nicholas Roerich to jedyny autor, którego znałam przed wizytą w muzeum ale że go ubóstwiam to byłam zachwycona tym, że mogę zobaczyć na żywo jego obrazy z Himalajów. Obczajcie je bo są super.

No, w ogóle oba muzea były super. W tym drugim jest np. cała sala klejnotów Maharadżów i relikwie Buddy i biżuteria i zabawki najstarszego ludu na świecie, Wiecie, jak u nas w muzeum czasem jest naszyjnik, który wygląda jak zrobiony z plastiku, i obok jest napisane, że to replika, a obok szare zdjęcie oryginału na którym nic nie widać? To tu były naprawdę klejnoty Maharadżów wysadzane diamentami i turkusami plus np. tron króla Benares z oparciem na ręce w kształcie głów lwów, które miały rubiny zamiast oczu. No mówię Wam.

Głowa Bodhisattvy z III wieku z Indii. A wygląda, jak ze starożytnej Grecji!
Głowa Bodhisattvy z III wieku z Indii. A wygląda, jak ze starożytnej Grecji!

Aha, i jechałam raz metrem, było super! Metro w New Delhi naprawdę trzyma poziom.

Po pięciu dniach musiałam się ewakuować z Delhi na pociąg, którym jechałam 35 godzin, bo zapomniałam już jak to jest i wydawało mi się, że głupi by płacił za samolot skoro pociąg kosztuje 40 zł i że będzie wspaniale…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s