Wycieczka do dharamkotu

Ponieważ za tydzień opuszczam już wspaniałą Dharamsalę, postanowiłam znów wypuścić się na krótką wycieczkę. Tym razem do Dharamkotu, bo ta nazwa zawsze padała, gdy ktoś dziwił się, że nigdzie nie byłam.
Wzięłam więc taksówkę za 70 rupii (myślę, że przepłaciłam, bo było to jednak tylko z 3-4 km od Dharamsali. Wprawdzie pod górę…) i w sobotnie popołudnie znalazłam się w Dharamkocie.

intention_creates_tention_bagdu_indie_tabliczka

Po wycieczce do Bagsu sądziłam, że w Dharamkocie też będzie jakaś atrakcja typu wodospady.
Nic jednak nie było, tylko trochę restauracji, prawie wszystkie izraelskie, i trochę hipisów. Wieś była bardzo spokojna i myślę, że to dlatego się tam jeździ – przy drodze rozciągają się pola, można przypadkiem wejść na podwórko domu, który wygląda jakby nie dotarła do niego cywilizacja i ogólnie jest tu klimat himalajskiej wioski, co już o Dharamsali nie bardzo można powiedzieć.
Wszyscy kierowali się w jedną stronę, więc też zaczęłam tam iść. Szłam pod górę z pół godziny i zastanawiałam się, co mnie tam czeka – wodospad, świątynia, czy może coś jeszcze innego? Po kilkunastu kolejnych minutach przyszło mi do głowy, że może nic – może to jakiś szlak trekkingowy który ciągnie się setki kilometrów, a ja będę tak szła aż do zmroku gdy stanę, rozejrzę się i zdziwię, że jestem sama na pustkowiu, bo wcześniej będzie mi głupio się zatrzymać? W końcu jednak dróżka zakręciła i ruszyła w dół, wśród bardzo malowniczej scenerii.

himalaje_droga_bagsu_indie_góry

Z naprzeciwka nadszedł Indianin – no nie powiem, żeby miał na sobie pióropusz, ale miał opaskę na głowie i ramieniu jak ojciec Pocahontas i spodnie w indiański wzorek. Minęliśmy się i poszłam dalej myśląc, jakież on musi mieć powodzenie wśród hipisów.
Po kolejnych kilkunastu minutach przyjemnej przechadzki w dół doszłam do… Bagsu. Zeszłam z szlaku obok biblioteki z hebrajskimi książkami. Siedział przed nią ten sam bosy facet, co wtedy, gdy byłam tu z 1,5 miesiąca temu. Wtedy zaśmiewał się do rozpuku z czyjegoś imienia czy akcentu, teraz również mówił jakieś głupoty i pękał ze śmiechu.
Poszłam dalej ale ponieważ byłam już wcześniej w Bagsu, więc część turystyczna się skończyła. Zjadłam pyszny falafel z tahini i pastą z chilli. Gdy na niego czekałam, do chłopaka, który siedział przy innym stoliku i czytał, podeszła dziewczyna.
Spóźniłaś się cztery godziny. – powiedział.
Tylko dwie!! – odpowiedziała z wyrzutem, prawie że obrażona.
Ech, Bagsu. W Warszawie by to nie przeszło. Tak właśnie myśląc wróciłam do Dharamsali, na piechotę, bo był potworny korek, bo była sobota.

Hipisi uczą się makatek czy czegoś.
Hipisi uczą się makatek czy czegoś.

hipisi_izrael_bagsu_indie

Reklamy

Jeden komentarz Dodaj własny

  1. Trochę jak u nas tylko ludzie inni ( sensie karnacji)

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s