Nauka, owieczka i Harpers Bazaar

dnia

Ostatnio…

 

… dużo, dużo chodzę do szkoły, dużo pracowałam i napisałabym chętnie, że tylko dlatego nic tu nie zamieszczam, ale to nie do końca prawda. Musiałam zmienić internet, bo poprzedni wtyk mi się popsuł. Teraz jest beznadziejny. Po pisaniu artykułów przez cały dzień a potem próbach zobaczenia, jaką wiadomość dostałam na Facebooku i ściąganiu przez godzinę audycji czy programu, który ma kilkadziesiąt megabajtów, ostatnie na co mam ochotę, to próbować tu coś wrzucić. Przy słabym internecie ten kokpit się zamienia w potwora. Nic nie widać. Zdjęcia ładują się dosłownie godzinami. Nie widzę, co robię i nie mam jak tego sprawdzić bo strona się nie ładuje, więc mogę tylko liczyć, że będzie to jakoś wyglądało. To nie ma żadnego sensu. Nie wiem dlaczego, ale dziś jakoś to idzie, mogę więc załączyć zdjęcia fotogenicznych pomocy naukowych:

ffftybetanski_biala_sowa_brylanty_harpers_bazaar

tybetanski_harpers_bazaar_India_modelka_piekna

Pomoce naukowe powstały na bazie jednego z moich wielu ulubionych indyjskich pism, czyli Harpers Bazaar. Ach, indyjska prasa. Ponieważ gazetki to mój tzw. konik, mogłabym pisać o nich godzinami… ale tego nie zrobię, bo liczę się z tym, że internet zaraz mi się zresetuje i wszystko przepadnie. W każdym razie… kojarzycie, jak w polskim Harpers Bazaar, które kosztuje z 12 zł a połowa to reklamy, wszyscy udają, że sesje zdjęciowe kosztowały dużo pieniędzy, że występujący w nich ludzie to wielkie gwiazdy i że jesteśmy niezwykle wpływowi i luksusowi? Indyjski Harpers Bazaar jest jakieś 3 razy grubszy i 3 razy tańszy. Ale to nie wszystko. Mój boże. W Indiach, jak wyliczył kiedyś mój nieoceniony narzeczony, jest milion milionerów. Samych milionerów! A to nie jest nawet gazeta dla milionerów! W każdym razie, pismo może kupić co najmniej pół miliona ludzi, a co za tym idzie, gazeta ma furę kasy, co widać w środku, bo wszystko jest zrobione na najwyższym poziomie. Popatrzcie na tą sowę u góry. Biała sowa! W brylantach! Ona jest tu tylko dla ozdoby!

W indyjskich gazetach tego typu, czytając skład redakcji, można trafić na np. szefa działu zegarków, szefa działu kapeluszy na Europę, kupca butów na Arabię Saudyjską… naprawdę! Dodam, że polski Harpers Bazaar cały składa się pewnie z pięciu redaktorek i dziesięciu stażystów. W każdym razie: gazeta ma kupę kasy, więc nie dość, że nawet do zdjęcia naszyjnika zatrudnia się białą sowę (białą sowę!!), to jeszcze stać ich na pisanie o pisarzach, książkach, sztuce itp. Czytając numer marcowy czy lutowy zauważyłam, że w dziale kulturalnym tego pisma jest więcej stron o książkach, niż w polskim piśmie Książki. Nie kupuję każdego numeru Harpers Bazaar tylko dlatego, że Dharamsala jest za wysoko i nie dowożą, ale za miesiąc zawijam do portu (czy raczej na lotnisko ) w dół, więc już ostrzę sobie ząbki na myśl o gazetkach, którymi się obkupię.

O boże, ale się rozpisałam. Pewnie zaraz internet się zresetuje i wszystko przepadnie. To jeszcze tylko spróbuję załączyć zdjęcie owieczki, jaką spotkałam ostatnio przed kawiarnią w centrum miasta i mojej „doniczki” z rzodkiewką z momentu, gdy padał grad (idzie monsun), a potem szybko naciskam przycisk „publikuj” i modlę się, żeby nie zerwało się połączenie. Trzymajcie kciuki.

owieczka_kawiarnia_kawa-owca_dharamsala

monsun_grad_indie_rzodkiewka_balkon

Reklamy

2 komentarze Dodaj własny

  1. Diana Gaik pisze:

    Wspaniały wpis:) chyba zgłoszę do stylizowania białej sowy 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. udajesie pisze:

      Ach, kto by nie chciał…Szef działu stylizacji sów – to tylko w indyjskiej prasie 😉

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s