zielony sok, masaż i ptaszki

Ostatnio…
…byłam na masażu po raz drugi w życiu. Boże, ludzie, idźcie na masaż! Natychmiast idźcie na masaż! Albo przynajmniej przy najbliższej okazji jak będziecie w tanim kraju! Stałam się wyznawcą masaży. Za godzinny masaż całego ciała u pani Hinduski w salonie obok hotelu Ladies Venture zapłaciłam 700 rupii. Było bosko.  Obczaję jeszcze za miesiąc masaż tybetański, ciekawe o co chodzi. W każdym razie po masażu człowiek wychodzi na ulicę wyprostowany i uśmiechnięty, aż ludzie się oglądają.

…byłam w modnej kawiarni (Crepe Pancakes), w której piłam tak zdrowy napój, że do dziś jest mi słabo na samą myśl. Napój nazywał się „Green juice“, był zielony i wyczuwałam w nim nuty siemienia lnianego, szpinaku i chyba selera… reszty boję się domyślać. Bez krzywienia się pije wodę po burakach „bo zdrowa” i tego typu wynalazki, nawet zieloną kawę wypiłam parę razy zanim ostatecznie wywaliłam ją do kosza ale są jednak jakieś granice.Illicziwsk_ukraina_zielony_sok

(Zielony napój i album )

Ale kawiarnia ta miała jeden olbrzymi plus, to znaczy bibliotekę kilkuset książek, które można wypożyczyć za cenę podaną na okładce a potem zwrócić i otrzymać zwrot 80 % ceny. Nieźle, co? Dodam, że są tam książki z całego świata, głównie buddyjskie, ale nie tylko.

IMG_8243 brzydkie_albumy_design_illicziwsk

(jak byłam nastolatką, była w pismach kulturalnych typu Notes Na 6 Tygodni, ale nie tylko, bo chyba w innych miejscach też, była moda na taką brzydką sztukę typu: dokumentowanie brzydkich pocztówek na których nie ma nic ciekawego, albo zdjęcia jakichś samotnych latarni o zmroku na polu lub bylejakich bud za miastem. Bardzo to do mnie przemawiało. Pewnie dlatego bardzo przemawia do mnie też album o Illicziwsku, który chciało się komuś wieźć aż do Dharamsali.)

… okazało się też, że kartą kredytową można w Dharamsali płacić tylko w jednym miejscu i jest to księgarnia… A ponieważ moja karta się sama częściowo spłaca co miesiąc, zawsze mam apetyt na nowe książki i zawsze za mało na nie pieniędzy, a do tego książki w Indiach są bardzo tanie, więc myślę, że postępuję słusznie kupując sobie mały zestawik co miesiąc. W indyjskich księgarniach fascynuje mnie to, że mają wszystko to, co my, plus jeszcze cały kosmos książek indyjskich. I to nie jakichś od czapy, tylko takich, które mają na okładce napisane „laureat nagrody Nobla” albo „książka nominowana do Pulitzera”. Czy muszę dodawać, że książki w Indiach kosztują 20 zł przy złych wiatrach a 7 przy dobrych??! No, wariat by nie  skorzystał: alice_munro_lhumpa_lahiri_własny_pokój
Poza tym pogodziłam się z tragicznym faktem, że jak się czegoś uczy to trzeba się tego uczyć nie w przypływie natchnienia przez cała noc lub cały dzień raz na pół roku, ale regularnie!! Wciąż pracuję nad tym, by opadł wstrząs po skonfrontowaniu się z tą wiadomością. Ale nauka tybetańskiego idzie mi coraz lepiej.

tybetański_nauka_języków_pomoce_naukowe_karteczki

(kolejne pomoce naukowe)
…rzucili do sklepu pod domem świeże kokosy i melony za 70 i 50 rupii więc moja dieta przechodzi wiosenną przemianę. Poza tym w Dharamsali zrobiło się pięknie . Kwitną kwiaty i śpiewają ptaszki. A na koniec załączam notkę, jaką znalazłam w gazecie, gdy piłam herbatę w kawiarni:

indie_gazety_dyrektor_szkoła

(11-letni uczeń ze szkoły w Barabanki został pobity na śmierć przez dyrektora szkoły. Chłopiec był oskarżony o kradzież ołówka i gumki.)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s