W Sarnath Budda nauczał po raz pierwszy a ja się zatrułam

Sarnath to miejsce w którym Budda po raz pierwszy nauczał. Jako miłośniczka buddyjskich zabytków musiałam tam pojechać. Sarnath jest bardzo blisko Varanasi ale jest tam zupełnie spokojnie i cicho. Może aż troszeczkę za spokojnie bo jest jedna kawiarnia internetowa w której oczywiście prawie nigdy nie ma prądu, trzy restauracje z których jedna droga i niesmaczna a w drugiej się otrułam i ze dwa sklepy. Serio! Jest tam też potwornie gorąco. Przyjazd w maju nie był chyba najlepszym pomysłem ale miałam wtedy tydzień wolnego w szkole więc nie było dużego wyboru. Aha, w Sarnath nie ma też hoteli. To znaczy są – ze dwa, z których jeden jest drogi a drugi ma bardzo, ale to bardzo niepochlebne opinie w internecie które sugerują, że może nawet i już nie istnieje. Można też spać na terenie niektórych świątyń, np. tybetańskiej.Poza tym są domy gościnne. Ja wybrałam ten naprzeciwko świątyni tybetańskiej i uprzedzam każdego, kto szuka z przewodnikiem Lonely Planet w dłoni – to nie ten o którym piszą, szukacie tego na prawo.

Boże, było tam strasznie. I to za chyba 500 rupii za noc!! Najpierw dostałam wysoki pokój w którym nie było nic poza prześcieradłem i poduszkami na podłodze. I przez nic mam na myśli naprawdę nic. Był tam też wyjątkowy mikroklimat – bardzo, bardzo gorąco, a do tego jeszcze wilgotno jak w dżungli czy na bagnie. Włączało się więc wiatrak, który miał tę właściwość, że po chwili wszystko fruwało po pokoju i było zimno jak w lodówce. W końcu dostałam inny pokój. Ten z kolei miał w oknie tzw. wiatrak wodny, czyli taką wyjącą i huczącą maszynę, która nieco chłodzi. Innego okna nie było a maszyna zajmowała całe, więc było tam cały dzień ciemno a szare, betonowe ściany nie polepszały atmosfery. Był też wiatrak przy suficie. Gdy włączyło się oba, dało się wytrzymać temperaturę ale był huk jak w fabryce, więc nie dało się spać. Nie dało się spać też z innego powodu – całą noc chrobotały skradające się do mnie karaluchy wielkości kciuka, komary i mrówki, które miały swój szlak na podłodze obok mojego materaca. Uciekałam więc z pokoju na zewnątrz, gdzie nie dało się przebywać od 11:00 do 13:00 bo było za gorąco a w pozostałe godziny było na tyle chłodno, że wylewałam sobie butelkę wody z lodówki na głowę i po pięciu minutach byłam sucha.

IMG_6478

(w Sarnath było bardzo gorąco)

Ośmieliłam się jeszcze zjeść obiad w jednej z trzech restauracji i wtedy już się zupełnie pochorowałam. Czy coś więc mi się podobało w Sarnath? Ależ oczywiście – są tam piękne, naprawdę piękne i ważne buddyjskie zabytki i zoo w którym były bociany i wielkie parki i mały plac rozrywki dla dzieci i muzeum sztuki starożytnej i gigantyczny posąg stojącego Buddy i mnóstwo arcyciekawych świątyń w tym japońska czy chińska. W Sarnath było super.

IMG_6498

(to ściana w jednej z tybetańskich świątyń)

IMG_6484

IMG_6470

IMG_6530

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s