Na czym oszczędzać? (jeśli chcesz wyjechać)

Nikt nie chce i nie lubi oszczędzać. Ale jest szansa, że po obcięciu poniższych wydatków za pół roku będziesz w samolocie do np. Indii.

To nie jest post o tym jak robić dania z resztek po obiedzie ani o tym jak inwestować na giełdzie czy zmniejszyć rachunki na prąd. Zebrałam za to kilka rzeczy, na których oszczędzanie jest naprawdę proste i przynosi kupę kasy w krótkim czasie. Ok, więc na czym naprawdę warto oszczędzać?

Delikatesy świata, indyjskie knajpy i sklepy orientalne

Właśnie dziś ledwo się powstrzymałam, bo już przebierałam nogami żeby iść na thukpę do tej nowej, tybetańskiej restauracji, która otworzyła się w centrum. Ale chwileczkę: przecież zjem 10 razy tańszą thukpę za 1,5 miesiąca!! Mimo, że to wiem, ledwo udało mi się opanować. Prawie też kupiłam wczoraj mleko kokosowe (8 zł) , pastę curry (5 zł) i całą resztę produktów na tajską zupę (15 zł) gdy przypomniało mi się, że za miesiąc wyjeżdżam i będę miała do wyboru do koloru azjatyckich potraw i powinnam się teraz rozkoszować póki mogę zupą pomidorową, której wykonanie kosztuje 4 złote. Przyznam się, że czasem nawet nie zauważam, jak znika mi z portfela 5 czy 10 zł bo kupiłam sobie fajną egzotyczną przyprawę lub bo w sklepie akurat był makaron ryżowy. Ale pracuję nad tym, bo w ten sposób pieniądze przeciekają przez palce. Jakoś tak się zakłada, że jak ktoś chce gdzieś pojechać to powinien chodzić na lekcje hindi, jeść co tydzień sushi albo zamieniać swój dom w składzik azjatycki ale wydaje mi się, że jeśli naprawdę chce gdzieś pojechać, to niestety powinien przestać tyle wydawać. Nie mówię, żeby jeść same pyzy do wyjazdu, ale za granicą naprawdę zatęsknicie za polską kuchnią a na niekupowaniu rzeczy sprowadzanych z Indii czy Japonii możecie zaoszczędzić teraz fortunę.

DSC00923

(Wydawać czy nie wydawać – oto jest pytanie… Na zdjęciu sklepik przy świątyni wietnamskiej w Warszawie którą zburzono parę lat temu żeby było miejsce na rzekome metro. [ Prawie kupiłam ten wachlarz]

Wiem, że to są małe i głupie wydatki ale paczka kadzideł, mleko kokosowe, przyprawy, japońska czy indyjska herbata, jakieś rarytasy z azjatyckiego sklepu, buddyjskie akcesoria czy pasta sprowadzana z Indii kosztują łącznie 50 -150 zł miesięcznie, czyli jeśli się opanujemy na rok, to zaoszczędzimy 600 – 1800 zł. Jeśli wyjazd jest tuż tuż to można powstrzymać się od zajęć jogi (100 – 200 zł miesięcznie), przeglądów kina azjatyckiego (17 zł za bilet) czy kupowania książek o tym, jak ktoś inny był na wakacjach życia. Nie wspominam już o indyjskich restauracjach, w których dwie samosy kosztują 15 zł – w Indiach 1 zł. Korzystajcie z tych wspaniałych możliwości do oporu jeśli nie zamierzacie nigdzie jechać, ale jeśli marzycie o wyjeździe to może się okazać, że brakujące 2000 zł pojawią się w magiczny sposób za pół roku na waszych kontach, jeśli będziecie tam wpłacać pieniądze, które wydalibyście na azjatyckie żarcie i gadżety. A w kraju pochodzenia te wszystkie produkty i usługi są naprawdę bardzo tanie.

Kosmetyki

Po części wspomniałam o tym już wyżej. Niektóre indyjskie kosmetyki są wspaniałe, naturalne i oparte na ajurwedzie. To dotyczy też lekarstw czy suplementów – np. świetna witamina C kosztuje w Warszawie 60 zł a witaminy takiej samej jakości w Indiach kosztują… 6 zł. Boskie mydło może kosztować 15 zł w Krakowie lub 2 zł zł w Varanasi. I znów: jeśli nie macie zamiaru nigdzie jechać, kupujcie je do woli ale jeśli wydajecie miesięcznie 100 – 200 zł na indyjskie pasty do zębów, olejki do włosów, witaminy, suplementy, herbatki ajurwedyjskie i mydła , to pomyślcie, czy nie lepiej przerzucić się na coś mniej glamour a za pół roku z Indii przywieźć sobie zapas tych produktów na cały rok. Mój dermatolog i tak twierdzi, że Biały Jeleń jest najlepszy, więc może nawet uroda na tym nie ucierpi 😉

Super zabawa

Mi też się wydawało, że muszę wydawać tyle co wszyscy, żeby nie wyjść na nudnego biedaka i „czerpać z życia pełnymi garściami”. Okazuje się jednak, że większość znajomych albo ma gdzieś, czy kupicie 5 drinków po 20 zł każdy czy jedno piwo, albo doskonale was zrozumie i będzie wam kibicować a potem zazdrościć wyjazdu. Pamiętam, jak zaczęłam już oszczędzać i spotkałam się raz z kolegą z liceum który był kelnerem. Zarabiał 10 zł za godzinę i opowiadał mi, jak w związku z tym zazdrości mi wyjazdu, na który jego nigdy nie będzie stać. I upierał się, że musimy się umówić w supermodnej kawiarni, gdzie mrożona kawa kosztowała z 15 zł. Dla mnie to było stanowczo za dużo ale się zgodziłam. Było mi szkoda nawet bardziej jego niż siebie, jak wyobraziłam sobie jak pracuje 1,5 godziny po to, żeby napić się modnej kawy, zamiast iść na kawę za 5 zł lub spotkać się z kimś w domu a potem jechać na wakacje.

19122008360

 (Zdjęcie z czasów, gdy nie oszczędzałam. Przed chwilą znalazłam w portfelu 50 zł. Byłam w szoku bo z zasady nigdy nie miałam wtedy pieniędzy i uważałam że trzeba to uwiecznić. A jak wydałam te pieniądze? Już nie pamiętam ale wskazówkę można znaleźć na drugim planie… )

Wiem, że to okropne, ale alkohol i szeroko pojęta zabawa pochłaniają fortunę i o ile nie macie bogatych rodziców to raczej trzeba te wydatki obciąć, żeby kiedykolwiek wyjechać na dłuższe wakacje. Ale na szczęście jest tu dużo łatwych sposobów na oszczędzanie: poza chlaniem mniej jest też: przerzucenie się na parę miesięcy na więcej imprez domowych; wychodzenie z domu najedzonym (można też sobie zrobić kanapkę lub kupić serek wiejski), żeby nie kupować w środku nocy kebabów i czipsów; organizowanie sobie życia tak, żeby nie jeździć taksówkami i jak najmniej wydawać na bilety itp. Mi się wydawało, że to wszystko nie pochłania aż tyle, aż zaczęłam mniej imprezować. Dość huczny wieczór na mieście, licząc łącznie z wszystkimi dodatkami i następnym dniem kiedy jest się w stanie jeść tylko pizzę na wynos lub giga paki chipsów, w Warszawie może spokojnie kosztować 100 zł albo więcej . Na takich wydatkach można zaoszczędzić kilkaset złotych MIESIĘCZNIE. Jeśli wypijemy od czasu do czasu dwa piwa w knajpie lub butelkę wina w domu to nadal mamy coś z życia a oszczędzamy fortunę. A po namyśle to ograniczenie szlajania się po mieście z pieniędzmi wypadającymi z kieszeni się zawsze opłaci, nawet jeśli na żadne wakacje się akurat nie wybieracie.

DSC02193

 (idąc do parku zamiast do baru można zobaczyć np. sarenkę. Tu warszawskie Łazienki)

Żarcie

Zajęłam się ostatnio robieniem zup i jestem miło zaskoczona że zrobienie garnka dobrej zupy którą można jeść cały dzień kosztuje jakieś 5 zł. I codziennie można mieć inną!

Ciuchy

Podobne z super ciuchami – jeśli ktoś się dziwi że chodzisz w czymś z zeszłego roku zamiast kupić sobie odlotową rzecz w fajnym sklepie to przypomnij mu że ta rzecz to 1/5 biletu do Indii. A jak wyjedziesz na całą zimę, to i tak nie potrzebujesz superciepłych butów.

Jeśli od teraz na najbliższe pół roku ani razu nie pójdziecie na dobry obiad ani na imprezę, to możecie się załamać. Ale zamiast chodzić trzy razy w tygodniu można zaszaleć w urodziny czy zrobić sobie mały prezent raz w miesiącu i wtedy nie będziecie się czuli jak smutne sknery.

Podsumowując: nie chodzi mi o to, żeby na rok zamienić się w dziada śmietnikowego tylko o to, że wszystkie przyjemności łącznie z czytaniem Vogue, objadaniem się egzotycznymi potrawami i chodzeniem do kina trzy razy w tygodniu będziecie mogli odrobić na tych wspaniałych wakacjach na które niedługo pojedziecie. I o tym warto pamiętać rozważając, czy warto się tak okropnie poświęcić dla wyjazdu.

A wkrótce opiszę, na czym nie warto oszczędzać, bo wbrew pozorom są takie rzeczy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s