Indie bardzo, bardzo tanio

Postanowiłam zacząć od wpisu o tym, jak cztery lata temu pojechałam do Indii mając bardzo mało pieniędzy. Może spodoba się to osobom, które obawiają się wyjazdu lub myślą, że taka wycieczka musi pozostać tylko w sferze marzeń, bo na pewno jest bardzo droga. Nieprawda!
Cztery lata temu latem miałam na koncie zaoszczędzone ok. 1500 zł – wówczas dla mnie astronomiczna suma. Byłam z siebie bardzo dumna. Zastanawiałam się, gdzie pojechać i wyszło na to, że mogę pojechać na 10 dni nad morze, wrócić i nadal siedzieć w Warszawie lub… dołożyć jeszcze trochę i pojechać gdzieś daleko i na długo. Pożyczyłam z mojego banku z 1500 zł. W tym miejscu wypada dodać, że mam to szczęście, że jestem freelancerką. Dziś już raczej na pełen etat. Wtedy pisząc artykuły do różnych głównie niszowych pism zarabiałam w ten sposób najwyżej kilkaset złotych w miesiącu. Wzięłam ze sobą komputer na którym nie wiem dziś jakim cudem pisałam artykuły bez stałego łącza w jakichś chatkach i dziuplach, szukałam po całym mieście kawiarni internetowych, przenosiłam na pendrivie artykuły, poprawiałam je podczas gdy wysiadał prąd, zawirusowywałam sobie pendrivy od indyjskich komputerów i po paru godzinach udawało mi się wysłać tekst do zleceniodawcy. Pozwoliło mi to dorobić co miesiąc pieniądze, które pozwalały mi na pokrycie kosztów dalszej podróży. Wiem, że to wyjście nie dla każdego, ale wielu jest pracujących zdalnie dziennikarzy, pisarzy, fotografów, grafików czy programistów, którzy mogą postąpić podobnie. Reszta ma szczęście, bo może odłożyć pieniądze wcześniej i wyjechać na urlop bez komputera, nie latać po mieście w upale szukając Internetu i nie martwić się o nic 🙂
Wybrałam Indie bo była tam kiedyś moja mama i jej chłopak i oboje mogli mi dużo podpowiedzieć, do tego miałam kolegę, który spędził w Indiach kilka lat. Było to więc łatwiejsze, niż rzucić się na jakieś zupełnie nieznane i głębokie wody. Byłam w Bodhgaya, na Goa, w Sikkimie i w Nepalu ale o Nepalu napiszę innym razem 😉 Teraz przejdę do konkretów, które mogą się spodobać osobom planującym podróż i czytającym z niepokojem artykuły w Internecie, których autorzy twierdzą, że minimum potrzebne do przeżycia to 15 dolarów dziennie (pfff…) i że tani hotel to ten za 1000 rupii.
Ile wydałam na jedzenie? Może z raz czy dwa pozwoliłam sobie na wydanie 500 rupii dziennie (ok. 25 zł) i to na Goa, gdzie pełno jest bombastycznych restauracji których zabrakło mi, gdy wcześniej włóczyłam się tygodniami po stromych górach w Sikkimie jedząc zimne momo za 10 rupii.
Oprócz tego żywiłam się głównie w zakresie 100 – 400 rupii dziennie. Jadłam chętnie chowmain i momo, które na ulicy kosztowały 20 rupii a w restauracjach od 40 rupii. Kupiłam też sobie butelkę sosu chilli za jakieś 100 rupii, miskę i łyżkę i często kupowałam do domu na ulicznych straganach samosy (5-15 rupii sztuka) czy momo a na Goa moje ukochane papryczki chilli w cieście 😉 5 dni spędziłam w klasztorze buddyjskim obok Siliguri, w którym dzienne wyżywienie (ryż z sosem lub ryż z grochem i sosem;) kosztowało ok. 50 rupii. 300852_2258236022851_4717649_n

(to złośliwe gęsi, które za mną biegały i mnie straszyły w klasztorze)

300852_2258236062852_1208440_n

(a to mini mnisi niosący obiad)

Bardzo tanio jet też w podrózy, choć to, czy smacznie i zdrowo, zależy od stacji – w Delhi za 7 rupii można kupić jakieś nieziemskie kotlety warzywne, w Siliguri boskie momo czy kanapkę za jakieś 15 rupii, ale np. dworzec w Patnie to piekło, w którym za 60 rupii można kupić tylko trujące, stare i upstrzone muchami dania złożone z ryżu, suchrów i podejrzanego sosu.
Ale ogólnie, to jeśli ktoś chciałby zapytać, czy da się przeżyć za 100 – 400 rupii dziennie, to mój przykład pokazuje, że pewnie że się da! Dodam tu, że mieszkając ostatnio w Dareeling przez pół roku zdarzało mi się też na jedzenie wydać mniej niż 100 lub 0 rupii dziennie. Jak? Miałam kuchnię i kupowałam np. worek ryżu i pyszne warzywa na parę dni. Ale o żywieniu się na dłuższą metę i cenach napiszę kiedy indziej;)
Aha, o ile nie macie kuchni i nie gotujecie wody, wliczcie w to koszty wody w butelce. Ale to ok. 20 rupii za butelkę 1,5 litra czyli w najgorszym razie 50 rupii dziennie.
Ile wydałam na spanie? Chyba ani razu podczas tamtej wycieczki nie wydałam na nocleg więcej, niż 400 rupii. Pierwszym znaleziskiem był hotel Blue Bird w Tashiding, którego toalety nie będę opisywać z uwagi na co wrażliwszych czytelników ale było tam bezpiecznie a piętro niżej była niedroga i dobra restauracja. 306802_2279138705405_1378346691_n

Nocleg w klasztorze buddyjskim obok Siliguri też kosztował 150 rupii. I to własny pokój!
Raz jechałam też rikszą z jakimś chłopakiem z Hiszpanii do Bodhgaya, który był tam już od wielu miesięcy. Byłam niewyspana i brudna po pociągu i nie miałam siły się targować i szukać noclegu więc poprosiłam go o radę – znalazł mi w 5 minut hotel za 150 rupii w samym centrum miasta. Czasem opłaca się pytać.
Opisywany w przewodniku Lonely Planet Conclave Hotel w Siliguri kosztował 300 rupii, było to dość miłe miejsce położone wśród palm i był tam nawet telewizor w pokoju 😀

Choć teraz lubię czasem zanocować w przyjemnym i miłym hotelu zamiast włóczyć się godzinami po mieście w poszukiwaniu najtańszej opcji, to wiem że przy odrobinie uporu naprawdę zawsze da się znaleźć spanie za 5 czy 10 złotych. No, prawie zawsze. Trudno mi było tylko raz, gdy przyjechałam popołudniu do pewnego miasta, był pierwszy dzień sezonu, ceny każdych, nawet absurdalnie podstawowych hoteli zaczynały się od 600-700 rupii i w końcu cudem znalazłam dzięki czyjejś pomocy w wilgotnej i ciemnej dziurze z betonu w której natychmiast wysiadł prąd nocleg za 400 rupii a następnego dnia stamtąd uciekłam. Aha, większości bardzo tanich noclegów się nie rezerwuje przez internet. Z moich doświadczeń wynika, że ogłszają się tam htele od ok. 400 rupii za noc. Ale jak chce się być dłużej niż tydzień, to warto napisać prywatną wiadomość do hotelu i zapytać, czy udzielą wtedy zniżki.
Ile wydałam na transport wewnątrz Indii? Przed pierwszą podróżą pociągiem jakiś oszust powiedział mi, że mój bilet jest nieważny, kazał mi kupić nowy, lepszy i droższy, a ja mu oczywiście uwierzyłam. Tzn uciekłam stamtąd i nic od niego nie kupiłam, ale i tak straciłam wcześniej kupiony bilet, bo pociąg odjechał. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że przy pierwszej podróży jest się bardzo łatwo nabrać bo jest się zdezorientowanym i zmęczonym po całej nocy w samolocie. To była jedyna rada, jaką dałam koledze, który jechał potem do Indii i pierwsze co zrobił, to poszedł do biura tego samego oszusta i kupił wycieczkę do Taj Mahal za 200 euro ;] Także trzeba uważać i po przylocie do Delhi, choć wejście do pociągu o 5 rano kusi, trzeba raczej iść do hotelu, przespać się i dzień lub dwa później spokojnie iść na pociąg. W nocy na dworcu jest wielu oszustów którzy straszą biednych turystów i wiozą do biura turystycznego oszustów. W dzień na piętrze dworca otwarta jest kasa dla turystów gdzie bilet można kupić nawet z jednodniowym wyprzedzeniem (no, chyba że akurat jest jakieś wielkie święto).

Tak więc tylko raz, przy tej okazji, jechałam klasą AC 3. Było okej, choć były tam dość głośne wiatraki i nie dało się otworzyć okien. Wzięłam też na pokładzie obiad, który był ohydny. Później jechałam np. 28 godzin z Siliguri do Bodhgaja lub 40 godzin z Siliguri na Goa już tą najgorszą klasą, w tym raz teoretycznie bez biletu czyli miejsca siedzącego i było ok. Bilet na bardzo długą trasę w najgorszej klasie kosztuje jakieś 600 rupii, na krótszą 400 lub 250. Zależy od trasy 🙂 Takie same bilety w AC 3 kosztują1500 rupii, 800 rupii i 600 rupii a w AC 2 lub 1 nawet 3000-4000 rupii. Najłatwiej sprawdzić i porównać ceny na Cleartrip.com. O rodzajach klas i systemie rezerwacji biletów napiszę kiedy indziej jeśli ktoś będzie chciał o tym czytać, ale w sieci jest sporo poradników na ten temat.

100_5202

(all true)
Ile wdłam na dojazd? Bilet kupiłam wchodząc raz po raz na stronę Momondo.com i próbując róznych wariantów połączeń i dat. Z Warszawy do Delhi, z Krakowa do Bombaju, z Berlina do Delhi, z Monachium do Kalkuty… W końcu znalazłam bilet z Kijowa do Delhi za 1500 zł. A że było piękne lato i nigdy nie byłam wcześniej na Ukrainie, to poechałam do Kijowa:)  Napierw myślałam o bezpośrednim pociągu, ale kosztował 250 zł, więc w końcu pojechałam jakimiś liniami podmiejskimi do Lublina, stamąd do granicy (częściowo autostopem), tam złapałam autobus do Lwowa a tam – pociąg nocny do Kijowa. Całość dojazdu kosztowała jakieś 200 zł a pozwoliła mi spędzić dwa dni w Lwowie i Kijowie. Było super:)

315683_2235432412775_3378431_n

(to wstrząsający plac zabaw we Lwowie…

317635_2237169416199_6703759_n 317635_2237169456200_1052773_n 318947_2258276583865_3773156_n

…a to bardzo ładny cmentarz)

Dodam, że bilety kupowałam na jakieś 3 tygodnie przed wyjazdem, wcześniej można spokojnie znaleź jeszcze tańsze.
Ile to wszystko razem kosztowało? Przyjmując średnio 500 rupii dziennie na jedzenie i spanie + cztery pociągi po ok. 500 rupii każdy + 1500 zł za bilet + 200 zł za wycieczkę po Ukrainie =ok. 4000 zł za 3 miesiące.
Jeśli to nadal za dużo to pamiętajcie, że wycieczka po Ukrainie nie była obowiązkowa, że można jeść trochę taniej, znaleźć tańszy bilet i odmówić sobie kilku numerów indyjskiego Vogue, więc przy trochę większym uporze wyjazd mógłby się zamknąć w 3000 zł.

Czego nauczył mnie ten wyjazd?

  • Super jest nie łazić za tłumem i nie żyć w zgodzie z przewodnikiem, ale przeczytanie wstępu do przewodnika po Indiach czy zebranie podstawowych informacji przed wyjazdem do wybranego miasta naprawdę znacznie ułatwia życie.
  • Jasne, że można jechać z pustymi kieszeniami i nie martwić się o nic. Po pierwszym pobycie w Indiach wróciłam bardzo zadowolona. Ale jadąc w zeszłym roku na pół roku do Darjeeling wzięłam ze sobą np. 30 opakowań polskich zup w proszku (żeby nie umrzeć z tęsknoty za żurkiem czy grzybową;), latarkę, lekarstwa, gaz pieprzowy (!), igłę i nitkę, kupiłam sobie podstawowe ubezpieczenie itp. Żadna z tych rzeczy do niczego ani razu mi się nie przydała, zupy z proszku są ohydne i po zjedzeniu trzech oddałam resztę Polakowi spotkanemu po drodze (Pozdrawiam Adam 🙂 ) , ale mimo wszystko – dało mi to bezcenne minimum komfortu, które pozwala bardziej cieszyć się wyjazdem.
  • Najgorsza klasa w pociągach indyjskich nie jest taka straszna, jak się ją maluje. Jest większy przewiew a kosztuje tak mało, że można sobie kupić na drogę Vogue i mnóstwo żarcia 😉

Czy dziś pojechałabym do Indii mając tyle pieniędzy, co wtedy? Mówiąc z perspektywy posiadanych dziś oszczędności i wiedzy zdobytej podczas tego i kolejnych wyjazdów– raczej nie. Kolejne wyjazdy przekonały mnie o tym, jak cudownie jest mieć zabezpieczenie, ubezpieczenie, plan B ,pokój w hotelu, w którym nie czujemy się jak w więzieniu, pieniądze na pyszne jedzenie w pięknej restauracji i pieniądze na taksówkę, by nie tułać się w środku nocy po obcym mieście lub nie tarabanić się w upale z ciężkim plecakiem na dworzec. Ale gdyby kiedyś (odpukać!) znów zdarzyło mi się nie mieć pieniędzy i stać przed wyborem : nie jechać nigdzie lub jechać tanio? Wtedy zastanowiłabym się nad odpowiedzią jeszcze raz 😉

Reklamy

6 komentarzy Dodaj własny

  1. Super 3miesiące i 4000zł to się nazywa wycieczka. Ale teraz pytanie Ile by cie kosztowała TERAZ ta wycieczka mając pieniądze ?? 10000zł?

    Polubienie

  2. AGNIRSZKA pisze:

    Mam pytanie o której godzinie je się obiad w indiach
    z gory bardzo dziekuje

    Polubienie

    1. udajesie pisze:

      Hej, hmm. Dzięki za pytanie! Ciekawe. To chyba zależy od człowieka, a jest ich tam 1,5 mld, więc trudno mi powiedzieć. Powiedziałabym, że tak podobnie jak w Polsce, nie jakoś o 17:00 czy coś tylko wcześniej. Jak na stołówce szkolnej:)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s